Podsumowanie października

Przedwczoraj miałam ochotę udusić każdego, kto użył na Instagramie słowa „listopad”. Czyli jakieś 90% osób, które obserwuję. Każdy w poniedziałek rano musi napisać, że „jest poniedziałek rano, więc kawka i do pracy”. A w piątek koniecznie musisz poinformować ludzkość, że „jeszcze parę godzin i weekend”. Bez zdjęcia z idealnego, rodzinnego, nieśpiesznego śniadania nikt nie uwierzy, że u ciebie też była niedziela. Boszzzz, ile można?
Ale jest jedna rzecz, którą strasznie lubię na Insta. Doniesienia o zjawiskach atmosferycznych – we Wrocławiu słońce wypala łysiny, w Gdańsku leje, w Warszawie wieje. Używam więc Instagrama jako prognozy pogody – z mojego doświadczenia wynika, że pogoda „idzie” z zachodu na wschód (hmm, może to ta słynna siła Coriolisa?).
To jaka pogoda u ciebie w ten frajdej-fandej?

Ludzie

  • Przemysław Mularczyk – Ponad rok temu uczestniczyłam w dwudniowym szkoleniu, w którym on także brał udział (wszyscy z jego łódzkiego oddziału byli bardzo fajni :)).  Kojarzyłam go wówczas ze zdjęcia na stronie Freedom, ale nigdy nie przeczytałam informacji na jego temat. A tutaj taki zonk! Koleś jest wojskowym! Z NATO do nieruchomości – niezła zmiana 🙂

Wnętrza

To zupełnie niezamierzone, ale mam ci do pokazania aż cztery łazienki:
A do tego:

Inne

Instagram

Jestem zaskoczona, że udało mi się strzelić tyle fotek na spacerach mimo nietypowego schorzenia mojego telefonu. Mój ukochany telefon od kilku miesięcy cierpi na wyłączanie się bez powodu w czasie spacerów, jeśli bateria naładowana jest w nie więcej niż 30%. Co gorsze, po wyświetleniu potrzeby naładowania, przy kolejnej próbie włączenia włącza się, wpisuję pin, wszystko jest cacy, i po kilkunastu sekundach znowu zdycha. Nie wiem, totalnie o co mu chodzi. Czy to kwestia zimna, wiatru, uczulenia na świeże powietrze? W domu nic takiego się nie dzieje.

O, kurczaki, ale wtedy było ciepło! Poznaję po luźno rzuconym na wózek kocyku 🙂 To, co nazywam parkiem, czyli kawałek zieleni przed Wojskowym Instytutem Medycyny Lotniczej.

Powązki chociaż raz w tygodniu muszą być.

Jak Rossmann, to na Dzikiej. A jak baton, to nie Nestle czy innego wielkiego koncernu tylko krakowskiej firmy Ania.

 

Najładniejsze uliczki Żoliborza, czyli wycieczki do przychodni na Kochowskiego. Na razie koniec z wizytami u tamtejszych specjalistów, więc może nawet za tym klimatem zatęsknię.

15 października wybraliśmy się na otwarcie showroomu for.rest, a przy okazji trzasnęłam fotkę w parku Morskie Oko.

Stara, ale jara Duchnicka 3.

 

Najlepsze w mieszkaniu na nowym osiedlu jest to, że ma się świetny ogród bez brudzenia rąk. Latem częściej widywałam ogrodników, niż mieszkańców. Gdy jedna roślina przekwita, zaczyna kwitnąć coś innego. I nawet jesienią jest ładnie.

Moje ulubione zdjęcie października. Cud, że działał mi wtedy telefon 🙂