Nowa osoba w grupie, czyli czego pragną nieśmiali?

nowa osoba w grupie

Wchodzisz do nowej grupy ludzi. Masz wrażenie, że wszyscy doskonale się znają, a Ty stoisz z boku, ze skrzyżowanymi ramionami i miną wyrażającą „Bez kija nie podchodź”. Znasz to? Ludzie wokół mogą wziąć Cię za buca i bulwersować się w duchu „Po co toto tu przyszło skoro na kilometr widać, że wcale nie chce tu być?”. Ale mogliby zauważyć sparaliżowanego strachem człowieka, który swoją niepewność kryje pod zaciśniętymi ustami i wrogim spojrzeniem. A co gdy pojawia się nowa osoba w grupie, w której Ty czujesz się jak ryba w wodzie? Czy pamiętasz, jak to jest być „tym obcym”?

Wyobraźmy sobie, że od 2 lat należysz do Stowarzyszenia Miłośników Wspólnego Oglądania Seriali. Spotykacie się co tydzień – najpierw wspólnie przygotowujecie żarło, potem rozsiadacie się przed telewizorem i odpalacie Netflixa, a potem każdy robi to, na co ma ochotę. Na spotkanie może przyjść każdy. Pewnego dnia pojawia się Zenek Nieśmiały.

Oto krótki poradnik dla liderów grup i wszystkich tych, którzy chcieliby wspierać nieśmiałych i pomóc im odnaleźć się w nowej grupie.

Zauważ

5 lat temu kompletnie zniechęciłam się do pewnego duszpasterstwa. U dominikanów organizuje się czasem „siódemki” – poranne msze, po których studenci wspólnie jedzą śniadanie. Pierwszy raz byłam na siódemce z przyjaciółką i było ok. Za drugim razem jej nie było, a wśród starych wyjadaczy nie było żadnej osoby, która była na poprzedniej siódemce. Przesiedziałam pół śniadania milcząc. Po długim czasie jedna dziewczyna zadała mi jakieś pytanie, pewnie „Jesteś pierwszy raz?” (ja: „Mhm”), i potem znowu nie otworzyłam ust aż do końca śniadania. Wiadomo, mogłam się odezwać, ale byłam oczywiście zbyt przerażona. Nigdy więcej tam nie wróciłam.

„O, nowy” myślisz i… co robisz?

A. Nic konkretnego. Gadasz z tymi ludźmi, co zawsze, a do nowego się miło uśmiechasz, gdy spotkasz jego wzrok.

B. Podchodzisz, mówisz „Jestem Stachu” i starasz się nawiązać rozmowę. Choć to cholernie niezręczne dla obu stron, wariant B jest lepszy niż totalna ignorancja.
Zapytaj o godzinę. Imię. Cokolwiek. Po prostu uśmiechnij się i zagadaj do Zenka. Możesz mu podpowiedzieć, co gdzie jest, jak zwykle wyglądają wasze spotkania, kto jest kim, z kim i dlaczego. Zenek będzie Ci wdzięczny i jeśli będzie miał jakieś pytania, zapewne zwróci się z nimi do Ciebie.

Angażuj

To nie jest tak, że nieśmiały nie chce się angażować, że lubi stać z boku i obserwować. Nie! On najbardziej na świecie chce działać w grupie. Pamiętasz, że z przedszkola mam tylko złe wspomnienia? To jedno z nich: Pewnego dnia bardzo, bardzo chciałam się bawić z innymi dziećmi. Część z nich bawiła się w Króla Lwa. Podeszłam nawet do miejsca, gdzie się bawiły, by zapytać, czy mogę się bawić z nimi. Wręcz fizycznie czułam wielką chęć zabawy, a jednocześnie wielki strach. Nie dołączyłam do nich.

Ciekawe, czy gdybym się wówczas przełamała, przestałabym być odludkiem? Może wystarczył jeden krok, bym zaczęła normalnie funkcjonować w grupie?

Nawet jeśli Zenek wygląda, jakby zaraz miał zemdleć ze stresu, zaangażuj go w normalne życie grupy. Najgorsze co możesz mu zafundować, to podpieranie ściany w czasie gdy wy, starzy wyjadacze, będziecie zajmować sobą i swoimi normalnymi czynnościami. Jeśli macie do przestawienia całą masę krzeseł, poproś Zenka o pomoc. Jeżeli gracie drużynowo w kalambury, niech będzie chociaż drzewem.

Nie pomijaj przy rozdzielaniu funkcji

OK, Zenek został stałym bywalcem na Waszych spotkaniach, ale nadal jest dość cichy. W towarzystwie kilku osób rozmawia już swobodnie, ale nigdy nie zabiera głosu na forum. Kiedy lider wyznacza jakieś zadania, wybiera osoby bardziej pewne siebie, nawet jeżeli są w grupie dużo krócej niż Zenek. Zenek zaczyna myśleć, że jest do niczego. Czuje się niepotrzebny i w końcu utwierdza się w przekonaniu, że gdyby przestał przychodzić, nikt by tego nie zauważył.

10 lat temu trafiłam do pewnej  wspólnoty. Byłam oczywiście cicha jak mysz pod miotłą i nie dostawałam żadnych zadań do wykonania. Pamiętam, jaka się czułam doceniona, gdy po ok. 2 latach dostałam pierwsze „zadanie” – przejść się po domu rekolekcyjnym i wyjąć wszystkie klucze z zamków 😀 Animatorem zostałam po 5 latach tylko dlatego, że było mnóstwo nowych osób i zaledwie kilka z większym stażem. Nie było wyboru, którąś grupę trzeba było przydzielić nawet mnie.

Tym, co dodaje najwięcej pewności siebie, jest poczucie dobrze wykonanego zadania. Ale nieśmiały się nie wyrywa, bo myśli, że sobie nie poradzi. Albo, że mimo, że się zgłosi, nie zostanie wybrany i spali się ze wstydu. Daj mu szansę, a zobaczysz, że się otworzy!

Jak się czujesz, gdy wchodzisz do nowego środowiska? Jeśli masz sprawdzone sposoby na zmniejszenie związanego z tym stresu, koniecznie zostaw komentarz 😉

fot. Kaboompics