Jak nie zmarnować dnia – 5 pytań, które pomagają prowadzić życie intencjonalne

jak nie zmarnować dnia - 5 pytań

Stan refleksyjny

Kilka lat temu doszliśmy z moim znajomym do wniosku, że nie ma nic gorszego niż niemyślenie. Spędzaliśmy wtedy letnie wieczory wspominając czasy naszej podstawówki, to jak się kształtowała klasowa elita i porównując nasze dawne przewidywania co do losów naszych kolegów. Rozmawialiśmy też o przyszłości – o tym, na jakie studia pójdziemy za rok. A rok później kłóciliśmy się o to, dla którego z nas łączenie studiów na dwóch uczelniach będzie się wiązało z gorszym planem zajęć. A w kolejnym roku  zastanawialiśmy się pewnie, czy podjęliśmy dobre decyzje i jak one wpłyną na naszą późniejszą karierę. I co możemy zrobić, żeby osiągać więcej. Mieliśmy poczucie, że sporo osób wokół kompletnie nie poświęca czasu na myślenie o swoim życiu i uważaliśmy to za strasznie smutne i słabe.

Bezmyślność

Wystarczyło parę lat i sama złapałam się na bezmyślnym wykonywaniu podstawowych czynności (śpię, jem, ubieram dziecko, karmię dziecko, włączam pranie, rozwieszam pranie…). Mijały kolejne podobne do siebie dni, a ja miałam poczucie, że nie zrobiłam nic wartościowego. Mimo że przez cały dzień byłam zajęta i czasem padałam na twarz o 21.00, miałam wrażenie, że nie jestem nawet pół kroku bliżej realizacji swoich marzeń. Nie nauczyłam się niczego nowego. Nie stałam się ani odrobinę lepszym człowiekiem. Żyłam na autopilocie.

Jak można próbować się z tego wyrwać? Jeśli chcesz odnaleźć sens w codziennych działaniach albo obnażyć fakt, że zajmujesz się nie tym, co trzeba, zadaj sobie pięć pytań.

Dlaczego to robię?

Zwykle pierwsza odpowiedź jest na odwal się i trzeba drążyć dalej.

Dajmy prosty przykład. Od ponad roku nie umyliśmy okien w mieszkaniu. Gdybym teraz się za to zabrała (czego nie zamierzam robić  teraz, w 40 tygodniu ciąży – skoro wyjście do zoo ni wywołało porodu, to i mycie okien nie pomoże ;)), to nie dlatego, że „są brudne”, albo „bo nie umyłam ich od roku”. Raczej dlatego, że wkurza mnie, że są megabrudne i nawet w #weekendbezdziecka, kiedy rano mogę poleżeć spokojnie w łóżku, nie mogę cieszyć wpadającym do sypialni światłem i widokiem, bo niewiele widać przez szyby.

Dla kogo to robię?

Naprawdę dla siebie i swoich najbliższych, czy po to, by nie narazić się babci i ludziom, którzy nawet nie rozpoznaliby Cię na ulicy?

W przykładzie z oknami – naprawdę zrobiłabym to dla siebie. Na szczęście nikt z rodziny i znajomych jeszcze nie rzucał komentarzy o nieumytych oknach 😉

Jaką wartość mi to daje?

Czy dzięki temu, co robię mam więcej czasu, energii, pieniędzy czy raczej mi ich ubywa?

Ostatnio spontanicznie zorganizowałam swoje urodziny. Zapraszałam ludzi w ostatniej chwili, w dniu imprezy miałam jeszcze jedno kilkugodzinne spotkanie i wisiała nade mną wizja porodu w każdej chwili. Nie bawiłam się więc w zakupy, wymyślanie menu i przygotowywanie jedzenia po nocy. Założyłam po prostu, że zamówimy coś na wynos. Zaoszczędziłam czas i energię. I wcale nie wydałam majątku, bo zanim złożyliśmy zamówienie zaczęłam przygotowywać coś z rzeczy, które miałam w lodówce i ostatecznie na 8 osób zamówiliśmy tylko 4 porcje, a i tak sporo zostało na kolejny dzień.

Z czego rezygnuję?

Co mogłabym teraz realizować, gdybym nie robiła tego, co robię? Czy nie poświęcam czegoś ważniejszego?

Pisząc ten wpis rezygnuję z leżenia i czytania książki, z segregowania prania i mycia naczyń. Nie rezygnuję z czasu z dzieckiem, które jest w żłobku, ani z czasu z mężem, który pracuje poza domem. Wyłączyłam właśnie podcast, którego słuchałam, bo nie mogłam skupić się na dwóch rzeczach jednocześnie, ale kiedy skończę pisać, włączę go znowu i będę słuchać ogarniając obowiązki domowe.

Jakie uczucia to we mnie wzbudza?

Czy jestem przez to smutna, wkurzona? Dlaczego? Czy dlatego, że to, co robię jest sprzeczne z moimi wartościami? A może jestem zła na siebie, że zabrałam się za to tak późno? Negatywne odczucia nie muszą być złe, ale warto się zastanowić, z czego się biorą.

Jestem trochę zawiedziona, że tak długo idzie mi pisanie tego wpisu. Ale jestem też dumna, że w dość krótkim czasie wczoraj udało mi się do niego przygotować materiał do druku. Cieszę się, że to tekst typu evergreen, czyli taki, który nie straci na aktualności za kilka miesięcy.

Jak nie zmarnować dnia (i życia)?

Podane wyżej przykłady dotyczą codziennych drobiazgów. Ale dokładnie te same pytania możesz zadawać sobie w odniesieniu do pracy, studiów czy do relacji międzyludzkich. Dlaczego jestem na tych studiach? Czy jestem z tym chłopakiem dlatego, że rodzice uważają go za dobrą partię? Jaką wartość dają mi cotygodniowe, kilkugodzinne plotki z sąsiadką? Z czego rezygnuję angażując się w pracę stowarzyszenia, w którego cel i skuteczność przestałam wierzyć? Jakie uczucia budzą się we mnie, gdy myślę o jechaniu na imieniny do nielubianej ciotki?

Pamiętaj, by nie poprzestawać na automatycznych, wyuczonych odpowiedziach. To, co było dla Ciebie istotne trzy lata temu, dziś może być kompletnie nieważne – wówczas powinno wylecieć z Twojej listy priorytetów.

Jeśli chcesz poćwiczyć stawianie sobie każdego dnia tego zestawu pytań, możesz pobrać ściągę.

5 pytań pobierz