Networking dla nieśmiałych – See Bloggers 2018

networking dla nieśmiałych

Pierwsze wrażenie

Mam takie, być może nieprawdziwe, przekonanie, że robię złe pierwsze wrażenie.  Pierwszy miesiąc studiów był tego najlepszym przykładem. O ile na jednej uczelni nawiązywałam jakieś znajomości – na drugim roku znałam już praktycznie wszystkie twarze i nazwiska, a moja dziewczyńska grupa przetrwała studia i nadal widujemy się regularnie – na drugiej uczelni (nie licząc osób, które znałam z liceum) przez pierwszy miesiąc nie rozmawiałam z nikim. To znaczy… próbowałam. Próbowałam jakiegoś small talku przed zajęciami, zadawałam jakieś pytania typu „Wiesz może, o co pytał poprzednią grupę?” i inne takie. Odpowiadano mi, ok. Ale na tym się kończyło. Pytanie, odpowiedź, dzięki, koniec. Było to dla mnie dziwne i w końcu przestałam w ogóle próbować. Po miesiącu, kiedy to ja sobie odpuściłam, ktoś się do mnie odezwał i zaskoczyło. Miałam więc choć jedną osobę do wymieniania się notatkami 🙂

Największym koszmarem jest dla mnie wejście do sali pełnej totalnie obcych ludzi. Zazwyczaj stoję sama i ciągle robię coś na telefonie. Albo udaję, że coś robię. Ok, 10 lat temu to jeszcze dało się wytłumaczyć, bo w końcu każdy w swoich nastoletnich latach zachowuje się dziwacznie, ale teraz to już byłaby trochę siara. Zresztą, jak pisała Elizabeth Gilbert w Wielkiej Magii, „obawa przed nieznanym nie jest jakimś szczególnym osiągnięciem czy powodem do dumy”, jest nudny, przewidywalny i nie świadczy o inteligencji, więc słabo na nim budować swoją osobowość. Robiłam tak przez większość życia, ale teraz próbuję się od tego odzwyczaić.

Dlatego kiedy Ola Gościniak wrzuciła niedawno filmik o networkingu, postanowiłam zebrać materiały na ten temat  i wypróbować je w praktyce na See Bloggers Łódź. A po festiwalu napisać jak mi poszło.

Networking dla nieśmiałych i nie tylko – obejrzyj i wysłuchaj

Dodatkowe materiały:

Networking dla nieśmiałych w praktyce – moje doświadczenia z See Bloggers 2018

Faile

  • Na start zachowałam się jak totalna Grażyna networkingu – przeszkadzająca i napastliwa – wobec osoby, którą bardzo chciałam poznać i która w świecie wirtualnym była dla mnie bardzo miła i pomocna. Zadziałałam za szybko „Iść nie iść? Idę!”, bo bałam się, że spanikuję i w ogóle się nie odezwę. Moment był jednak bardzo zły, a ja byłam zestresowana i to moje głupie, odstraszające trajkotanie będzie mnie prześladować jeszcze przez długi czas…

Fail or not so fail?

  • Kilka razy nie rozpoznałam dość szybko osób, które znam z internetów i potem udawałam, że ich nie znam, bo głupio nagle po 10 minutach stania obok powiedzieć „Hej, Ktośtam”.
  • Unikałam osób, z którymi studiowałam przez 3 lata, bo przecież ukrywam się z tym blogiem jak tylko mogę. Zresztą nigdy nie wiem, czy ludzie, z którymi nie miałam większego kontaktu na studiach w ogóle mnie pamiętają, wiedzą, jak mam na imię itd., więc zagadanie mogłoby być niezręczne także dla tej drugiej strony.
  • Nie odezwałam się „bo będę jej przeszkadzać” – po doświadczeniu totalnego failu, o którym wyżej, uważam, że to akurat było na plus.
  • Odpuściłam zagadywanie każdej osoby, którą znam z internetów – nie przebijałam się przez tłumy i nie zmieniałam miejsca w czasie prelekcji tylko po to, żeby powiedzieć komuś „Hej, czytam Twojego bloga”, „Hej, obserwuję Cię na insta”.

Dobre chwile

  • Odezwałam się do blogerki, którą śledzę od lat – wpadłam wprost na nią, akurat była sama, więc rzuciłam „Cześć, pisałyśmy na Insta, że się odezwę” zanim zdążyłam się zestresować i rozmowa sama się potoczyła. To zdecydowanie najjaśniejszy punkt See Bloggers.
  • Zagadałam do siedzącej obok w czasie wykładu dziewczyny – zapytałam o prowadzącą, Joannaę Banaszewską. Niby typowy small talk, ale okazało się, że obie prawie nic o Banaszewskiej nie wiemy, więc szczęśliwie nie wyszłam na jakąś blogerską ignorantkę, która nie wie, kogo przyszła słuchać 🙂
  • Przywitałam się z osobą, którą znam z internetów, a która usiadła koło mnie w czasie prelekcji i zapytała o coś. Poczekałam z zagadaniem do końca wykładu, bo nie byłam pewna, czy to na pewno ona.
  • Nauczona doświadczeniem swojego grażynowatego falstartu, kiedy widziałam kogoś, z kim umawiałam się wcześniej, że zagadam, czekałam aż ta osoba nie będzie pochłonięta rozmową z kimś innym. Czułam się trochę głupio, stojąc w odległości kilku metrów i czekając na właściwy moment. Ostatecznie te wyczekane rozmowy szły zdecydowanie lepiej niż ta narwana porażka z soboty. I znowu super działało „Hej, miałam się odezwać”.

Ogólnie było lepiej niż się spodziewałam. Rozmawiałam z czterema dziewczynami, które obserwuję od lat – każda z nich zarabia na kursach online, konsultacjach lub sprzedaży produktów fizycznych. Jestem więc z siebie dumna, że będąc taką płotką odzywałam się do rekinów biznesu ;D

Jeśli miałyśmy okazję pogadać na See Bloggers (właśnie ogarnęłam, że gadałam tylko z dziewczynami :)), to proszę, nie pisz o tym, jak awkardowo się ze mną gadało 🙂