Minimalizm a oszczędzanie – czy minimalizm i oszczędzanie idą ze sobą w parze?

minimalizm a oszczędzanie

Kiedy na jednej z grup facebookowych padło pytanie o minimalizm i oszczędzanie, w pierwszym odruchu uznałam, że tak, oszczędzanie i minimalizm są ze sobą powiązane. Od kiedy prowadzę budżet domowy bardzo rzadko zdarzają mi się nieprzewidziane zakupy (swoją drogą, zawsze mnie fascynuje hasło „Unexpected shopping”, którym promują się niektóre centra handlowe m.in. centrum handlowe Arkadia). Jeśli nawet wchodzę do sklepu zobaczyć co tam nowego, zwykle zapamiętuję rzeczy, które mi się podobają i postanawiam wrócić po nie, jeśli uznam, że faktycznie są mi potrzebne i mam na nie pieniądze. I prawie się to nie zdarza 😉

Ale kiedy pomyślałam o tym dłużej, zauważyłam, że minimalizm i oszczędzanie nie zawsze się wspierają.

Kiedy minimalizm i oszczędzanie się ze sobą łączą?

Robisz impulsywne, nieprzemyślane zakupy, a potem odkrywasz, że masz w szafie 10 jeszcze nie założonych T-shirtów i 15 lakierów do paznokci, które malujesz raz do roku. No i oczywiście co miesiąc wpadasz do Flying Tiger po najnowsze kolorowe i taniutkie gadżety. Jeśli startujesz w minimalistyczną podróż z takiego miejsca i zmienisz swoje nawyki zakupowe, na pewno zaoszczędzisz mnóstwo pieniędzy.

Mając mniej rzeczy, nie potrzebujesz tak wielu szaf – możesz wynająć lub kupić mniejsze mieszkanie.

Minimalizm wiąże się ze zwiększonymi wydatkami

Na późniejszym etapie upraszczania życia, i o ile masz wystarczająco wysokie zarobki, prawdopodobnie zaczniesz „inwestować” w wyższe jakościowo rzeczy.

Oczywiście każdy rozsądny człowiek łapie się za głowę słysząc, że jutuberki swoje luksusowe zakupy usprawiedliwiają tym, że to „investment piece”. Jeśli kupujesz coś, by z tego korzystać, a nie na tym zarabiać, to nie jest inwestycja. Kropka. No chyba że kupujesz torebki Chanel – te są ponoć co roku coraz droższe, więc jest jakaś minimalna szansa, że odsprzedasz ją drożej.

Jeśli minimalizm wiąże się u Ciebie z tworzeniem capsule wardrobe, to pewnie kupujesz rzeczy wyższej jakości, często droższe. W końcu nosisz je regularnie regularnie, często kilka razy w tygodniu i nie chcesz ich wymieniać co kwartał, gdy się zniszczą. Możliwe więc, że kupując zaledwie kilka rzeczy rocznie, wydasz na nie więcej niż osoby, które do kupowania ubrań podchodzą bardziej niefrasobliwie.

Jeśli w imię odzyskiwania przestrzeni i ochrony drzew przed wycinką starasz się przechowywać zdjęcia i dokumenty tylko w wersji cyfrowej, nie ominie Cię pewnie zakup płatnej wersji którejś z usług przechowywania w chmurze np. Dropboksa.

Oszczędzanie przeszkadza w byciu minimalistą

Bywa i tak, że w wyniku oszczędzania mamy za dużo rzeczy. U mnie tak jest z dziecięcymi ubraniami. Większość ubrań dziecięcych moja mama kupuje w lumpeksie. I nierzadko kupuje superrzeczy, które Pierwszy założy najwcześniej za kilka lat! W imię oszczędności zgadza się na to, by te kupione ze sporym wyprzedzeniem rzeczy zajmowały miejsce w jej domu. U rodziców przechowywaliśmy wózek i wszystkie te ubranka, które się u nas sprawdziły i zachowaliśmy je dla drugiego dziecka. Każdy, kto próbował sprzedawać ubrania wie, że można je wystawić niemal za darmo, a i tak nie ma chętnych. Dużo bardziej opłaca się je przechować przez kilka lat, niż potem od nowa kompletować wyprawkę.

Traktuję więc dom rodziców jak przechowalnię i nie jestem z tego dumna. Wiele razy łapałam się za głowę widząc, jak wiele rzeczy zgromadzili w domu przez dwadzieścia kilka lat. Kiedy ma się do dyspozycji i strych, i piwnicę, może łatwo wpaść w pułapkę „to się jeszcze przyda”. A potem, w chwili gdy faktycznie to coś mogłoby się przydać, kompletnie o tym nie pamiętać albo nie móc tego znaleźć.

Minimalizm a oszczędzanie – jak jest u Ciebie?

Jakie zależności między upraszczaniem życia a finansami zauważasz u siebie? Wydaje się, że wszystkie kombinacje są możliwe. W jakich dziedzinach jesteś rozrzutnym minimalistą, a w jakich oszczędnych minimalistą? Daj znać w komentarzu!

Photo by Keagan Henman on Unsplash