Luty-marzec 2018, czyli tu i teraz

tu i teraz marzec 2018

W moim Simplenote jest prawie całe lutowe Tu i teraz, ale jakoś od miesiąca nie miałam okazji go dokończyć 😉

W swoim planerze (korzystam z Planera Pełnego Czasu) zaplanowałam miejsce na 3 lutowe małe cele, ale przezornie nawet ich nie wypełniłam – naprawdę nie wiem, kiedy minął ten miesiąc. Działałam na poziomie totalnego minimum. W marcu, podobnie jak w lutym, nie robiłam w planerze rozkładówek tygodniowych – lista tudusów na cały miesiąc mieści się obok kalendarza. I choć jest już połowa miesiąca, nie mam na liście nawet 10 zadań.


Od zeszłego poniedziałku jestem na zwolnieniu lekarskim. Miałam nadzieję, że zrealizuję mnóstwo większych i mniejszych zadań. I będę się wysypiać 🙂 W praktyce jednak przeziębienie, ból kręgosłupa i żeber oraz chore dziecko w domu sprawiło, że zamiast odpocząć i zdrowieć z każdym dniem czułam się coraz gorzej. W tym tygodniu puściliśmy Młodego do żłobka, ale kiedy zacznę coś robić rano, to nie znajduję potem czasu na położenie się do łóżka i wyspanie na zapas.

Zobacz, co się u mnie działo rok temu -> marzec 2017.

Słucham…

starszych odcinków ulubionych podcastów. Dodałam też kilka nowych, ale jakoś nie ciągnie mnie do szukania wciąż nowych i nowych. W ogóle mam wrażenie, że w lutym mocno odpuściłam – już nie próbuję nadrabiać wszystkich wyzwań i webinarów. Zapomniałam nawet o webinarze PSC.
Wciąż najchętniej słucham podcastu Goal Digger – tu szczególnie polecam odcinek z udziałem Beth Kirby, która prowadzi m.in. popularne konto na IG local_milk.


Ostatnio wkręciłam się mocno w podcast Lavendaire, którą od dłuższego czasu subskrybuję na YT. Szczególnie mocno polecam trzy pierwsze odcinki tego podcastu (1, 2, 3). Każdy z nich bardzo mocno mną potrząsnął. Pierwszy dotyczy strachu przed pokazaniem rodzinie i znajomym tego, co tworzymy. Drugi pomaga spojrzeć inaczej na trudną przeszłość, np. na nieszczęśliwe dzieciństwo. W trzecim Aileen dzieli się swoją historią poszukiwania swojej drogi w życiu i walce z oczekiwaniami rodziny, by zaraz po studiach znaleźć porządną pracę.
Przesłuchałam też kilka odcinków podcastu Marcina Iwucia i gorąco polecam odcinek 027 Myślisz jak biedny czy bogaty? Jak osiągnąć finansową wolność do 40-tki? – wywiad z Jarosławem Tuczko. Szczególnie wart uwagi jest wątek edukacji finansowej dzieci i ich zarządzania finansami.

Oglądam…

YouTube

W ostatnich dniach brakuje mi fajnych treści na YT. Nie pamiętam kiedy ostatni raz patrząc w swoje subskrypcje nie wiedziałam, co klikać najpierw. Teraz częściej korzystam z podpowiedzi i oglądam konkretne rodzaje filmów. Kilka tygodni temu po tym jak trzy „moje” jutuberki wrzuciły filmiki „my designer bag collection” wkręciłam się w takie filmy. Odkryłam też kanał Chase Amie – gdyby podliczyć, ile ta dziewczyna wydała na wszystkie swoje torebki, to pewnie starczyłoby na parę samochodów! Raczej nigdy nie kupię sobie żadnej torby Chanel czy Chloe, ale dzięki takim filmom doprecyzowuję sobie kryteria, którymi będę kierować się przy wyborze torby.

Netflix

Co do Netflixa to nadal oglądamy Gilmore Girls (teraz 4. sezon) i mniej więcej raz w tygodniu oglądamy the Crown. Ale czasem mam ochotę obejrzeć coś nowego przy myciu naczyń czy ogarnianiu biurka i mam jakąś wielką blokadę przed włączeniem czegoś nowego. Mam wrażenie, że na Netflixie rządzą seriale, których nie lubię – nie lubię się bać, nie lubię kryminałów, nie lubię jak krew leje się strumieniami. Dawkuję sobie nawet oglądanie Black Mirror, bo choć uważam, że to bardzo dobry serial, takie mroczne klimaty to nie jest coś, co lubię oglądać przed snem, spodziewając się, że czeka mnie nocna pobudka Pierwszego. Myślę, że takie mniej przyjemne seriale i filmy powinniśmy sobie zostawiać na comiesięczny #weekendbezdziecka. O kurczę, jeszcze tylko jeden taki weekend nam został na dłuugi czas ;(
Wczoraj pożaliłam się na Insta swoim problemem z Instagramem i ktoś mi przypomniał o istnieniu duńskiego serialu Rita. Od razu zabrałam się za oglądanie i jak na razie zamierzam kontynuować.

Czytam…

W tej dziedzinie nadal słabo. Rozpoczęte książki nadal czekają na swoją kolej, zgarnęłam też kilka nowych, ale wcale się na nie nie rzuciłam. Może to znak, że powinnam się przerzucić na audiobooki?
Wczoraj rano rozmawialiśmy z P. o tej czytelniczej blokadzie i uznaliśmy, że powinnam zabrać się za czytanie od razu. Zabrałam się więc za „Wy wszyscy moi ja” Miłosza Brzezińskiego (możesz ją kupić tutaj) i choć przeczytałam ledwo parę stron miałam już parę acha-momentów.

Jednocześnie zaczęłam czytać książkę „Jedna rzecz”, ale tu też jestem na samym początku (wieczorem, nawet nad najciekawszą książką, zasypiam ze zmęczenia po paru zdaniach).

Pracuję nad…

wielkim postem blogowym o naszych domowych finansach, który powstaje w bólach od kilku miesięcy. Powinnam przyspieszyć, bo chciałabym go opublikować najpóźniej w naszą małą finansową rocznicę. Hmm, choć coś mi się wydaje, że w poniedziałek wielkanocny wpis furory nie zrobi :p

Dodatkowo, powoli pracuję nad ogarnianiem mieszkania. Działam na luzie, bez pośpiechu, pamiętając o tym, że ważniejsza jest moja forma fizyczna niż uporządkowane mieszkanie.

Uczę się

W końcu mogę napisać, że uczę się WordPressa! Mąż wydzielił mi kawałek swojego hostingu na naukę i w końcu działam, korzystając z kursu Eweliny Muc WP dla zielonych! Jestem jeszcze na samym początku, na razie robię tylko podstawowe wersje i nie oddalam się zbytnio od tego, co w filmikach instruktażowych pokazuje Ewelina, ale mam nadzieję, że zdążę ogarnąć bardziej zaawansowane rzeczy zanim jesienią wygaśnie mój roczny dostęp do kursu.

Chciałabym…

mieć już zainstalowany mebel na wymiar w małym pokoju (ale wiem, że musimy na to czekać do drugiej połowy kwietnia) i znaleźć używane łóżko dla Pierwszego w dobrej cenie. Ogólnie bardzo mocno włącza mi się tryb „musimy coś zrobić z mieszkaniem”. Zupełnie niespodziewanie mój mąż zgodził się na przesunięcie na próbę kanapy w salonie i już od kilku dni stoi pod oknem. Na razie bardzo mi się podoba ta zmiana – częściowo dlatego, że każda zmiana w mieszkaniu daje mi radość, częściowo chyba dlatego, że kanapa nieco bardziej zakrywa nas przed wzrokiem wszystkich ludzi, którzy chodzą po naszym osiedlu. No i nie bez znaczenia jest fakt, że teraz przy wchodzeniu do pokoju wzrok pada na duży, ciemny mebel, a nie na górę kolorowych, plastikowych zabawek Pierwszego, które dotąd składowane były pod oknem.
Chciałabym też zorganizować swoje urodziny, ale nie wiem, czy znajdę na to czas i siły.

Jestem wdzięczna za…

spotkania z ludźmi. W lutym zorganizowaliśmy wspólnotowe śniadanie na kilkanaście osób i przypomniałam sobie, jak bardzo lubię mieć ludzi w domu 😉 Marcowe spotkanie w tym samym gronie znowu
Potem na zaproszenie Oli z bloga Apetyczne Wnętrze spędziłam sobotę w Centrum Ikea dla Firm. To było moje drugie i po dłuugiej przerwie spotkanie z wnętrzarskimi blogerkami i było naprawdę super.

Tak chciałabym spędzać weekendy – zajmując się okołownętrzarskimi tematami, gadając o social mediach, pijać (darmową) herbatę i jedząc ciasto! Do tego miałam okazję poznać Kasię z Piątego Pokoju. Szafa Sztywniary, Piąty Pokój i Mataja to moje ulubione blogaski, jeśli chodzi o poczucie humoru, więc istniało ryzyko, że zachowam się równie nienormalnie jak 8 lat temu, gdy przypadkiem zobaczyłam w Krakowie Sztywniarę, ale na szczęście udało mi się zachować prostą twarz i nie wpaść w tryb „fangirling”.


tu i teraz marzec

tu i teraz marzec 2018

tu i teraz marzec 2018

tu i teraz marzec 2018

tu i teraz marzec 2018

Swoją drogą, w warszawskim sklepie for.rest wspomniana wyżej Ola oraz Dagmara, właścicielka sklepu, prowadzą ciekawe warsztaty i spotkania – śledźcie stronę, by dowiedzieć się więcej i kreatywnie spędzić wieczór. 

Udało mi się też po ponad 2 latach spotkać znajomego ze studiów (kontakt nam się rozjechał na piątym roku, gdy nie mieliśmy już razem żadnych zajęć, a dodatkowo wzięłam potem dziekankę) – pierwszą i przez długi czas jedyną osobę, z którą rozmawiałam na uczelni.

Szukam…

używanych mebli do pokoju dziecięcego – liczę na to, że znajdę jakieś ikeowe łóżko dla Pierwszego gdzieś blisko, najlepiej na naszym osiedlu, i da się je przenieść bez rozkręcania, bo obawiam się, że raz rozkręcone meble z Ikei, po skręceniu nigdy nie są już tak stabilne jak za pierwszym razem.
A jeszcze gdybym zlokalizowała kosz Mojżesza nie za milion monet (sprzedanie kosza to jedna z najgłupszych decyzji mojego życia), to już w ogóle byłoby ekstra.

Czekam na…

wiosnę!


 Post zawiera linki afiliacyjne