Budżet domowy – 5 zasad, dzięki którym od 2 lat z powodzeniem ogarniamy nasze finanse

budżet domowy

Pierwszy raz z pojęciem domowego budżetu spotkałam się wiele lat temu na Pintereście. Jeśli istniały wtedy w Polsce blogi finansowe, to na pewno nie przebiły się jeszcze do mainstreamu. Tak na poważnie zainteresowałam się domowymi finansami po ślubie. Wtedy dostrzegłam, że mamy z mężem kompletnie inne skłonności i doświadczenia związane z wydawaniem pieniędzy. Choć widzieliśmy, że czasem wydaliśmy w jakimś miesiącu więcej niż wpłynęło na konto (w fazie urządzania mieszkania o to bardzo łatwo!), brakowało nam prostej instrukcji, jak ogarnąć wspólne finanse. Dopiero dzięki książce Marcina Iwucia Jak zadbać o własne finanse?, o której ciągle trąbię, udało nam się ogarnąć. Właśnie mijają dwa lata, od kiedy prowadzimy budżet domowy w takim kształcie. Poniżej kilka zasad, dzięki którym jeszcze nie rzuciliśmy w cholerę prowadzenia domowego budżetu i w ciągu 1,5 roku spłaciliśmy spory dług.

1) Wygodna aplikacja do budżetowania i spisywania wydatków

Wszyscy finansowi guru mówią o spisywaniu wydatków. Rzeczywiście bez tego bardzo trudno jest stworzyć pierwszy budżet domowy. Spisywanie wydatków nie jest najbardziej fascynującym ani radosnym zajęciem, a dla ludzi mało zorganizowanych (jak ja!) może być naprawdę megauciążliwe. Konieczność spisywania wydatków jest częstym powodem, dla którego ludzie w ogóle nie zabierają się za budżet domowy. Zbieranie paragonów nawet na najmniejsze kwoty, noszenie ich w kieszeniach lub torebce, a potem wyciąganie ich i dodawanie każdego grosza… To już lepiej pograć wieczorem w planszówki i nie myśleć o pieniądzach!
Nasz pierwszy miesiąc z budżetem domowym z prawdziwego zdarzenia wiązał się z zakupem aplikacji do budżetowania. Wcześniej przez kilka miesięcy z lepszym lub gorszym skutkiem spisywaliśmy wydatki i szacowaliśmy, ile na co wydajemy. Mąż poczytał co nieco w internecie o różnych aplikacjach i ostatecznie wybrał płatną aplikację YNAB (kliknij tu, jeśli chcesz nam zafundować jeden bezpłatny miesiąc korzystania z aplikacji). Od tego momentu nie porzuciliśmy spisywania wydatków nawet na chwilę. Tak, od 2 lat spisujemy każdą wydaną złotówkę i wcale nie uważamy, że to dziwne! Ale bez wygodnej aplikacji nie byłoby to możliwe.

Co powinna mieć dobra aplikacja do zarządzania domowymi finansami? Dobrze, jeśli występuje w wersji mobilna i desktopowej. Mobilna jest potrzebna, by na bieżąco spisywać wydatki (zaraz po odejściu od kasy, dzięki temu możesz od razu wyrzucić paragon ;)). Desktopowa z kolei może być wygodniejsza przy planowaniu budżetu na kolejny miesiąc. Jeśli prowadzisz wspólny budżet dla gospodarstwa domowego, a nie tylko swój budżet osobisty niezbędna jest możliwość współdzielenia budżetu.  Nie wiem, jak działają inne aplikacje – my w YNAB mamy jedno konto, ale bez problemu działa ono na 2 telefonach, tablecie i komputerze.

2) Cotygodniowy przegląd stanu kont bankowych i portfeli

Choć ustalamy budżet miesięczny, staramy się co tydzień poświęcać czas finansom – sprawdzamy wtedy (no dobra, P. sprawdza, nie ja) transakcje na kontach bankowych i zliczamy gotówkę, jaką mamy w portfelach. Dzięki temu łatwiej wyłapać transakcje, które nie zostały od razu wpisane do aplikacji (to zwykle moja sprawka ;)), przypomnieć sobie, czy te 2 złote w kiosku poszły na niezbędne do przeżycia jedzenie, czy na coś, co kupiłam bardziej z nudów niż z głodu.

3) Płacenie kartą wszędzie, gdzie to możliwe (wbrew temu, co głoszą finansowi guru!)

Choć wśród porad dotyczących finansów osobistych bardzo często pojawia się rada „płać gotówką”, to my kompletnie się do niej nie stosujemy. Mam wrażenie, że ma to dużo większy sens, gdy gotówka przeciwstawiana jest karcie kredytowej. Przy debetowych, które w Polsce są używane zdecydowanie częściej, nie widzę wyższości płacenia gotówką nad płatnościami kartą. Przy prowadzeniu budżetu płacenie gotówką wcale nie „boli” bardziej niż płacenie kartą – i jedno, i drugie trzeba potem wpisać do aplikacji. Ból jest identyczny, a przewagą karty nad gotówką jest wygoda, zarówno w sklepie, jak i przy cotygodniowym przeglądzie. O wiele łatwiej jest przeliczyć transakcje kartą na koncie, mając podane nazwy punktów, w którym zostały dokonane, niż przerzucać w portfelu dwudziestogroszówki i przypominać sobie wszystkie krótkie wizyty w sklepie.

Karta dla nieśmiałych

Tak na dobrą sprawę przerzuciłam się na płacenie kartą dość późno, może dopiero po ślubie. Wcześniej miałam jakąś niewyjaśnioną blokadę (zdecydowanie mniej uzasadnioną niż niechęć do kupowania na allegro, która nadal trwa i ma się dobrze ;P). Od kiedy płacę kartą zakupy są dla mnie duuużo mniej stresujące. Wcześniej zawsze stresowało mnie poszukiwanie drobniaków w portfelu. Miałam wrażenie, że wszyscy się niecierpliwią, sprzedawca i ludzie stojący w kolejce za mną. A ten stres sprawiał, że poszukiwanie dwudziestogroszówki było meganiezgrabne i trwało jeszcze dłużej. Teraz płacenie jest dla mnie praktycznie kompletnie bezstresowe. W naprostszej wersji wystarczy, że użyję w sklepie 4 słów – dzień dobry, kartą, dziękuję). Dzięki temu pieniądze nie kojarzą mi się negatywnie.

4) Odkładanie co miesiąc określonych kwot na większe wydatki

Praktyką, która daje największe poczucie bezpieczeństwa jest odkładanie co miesiąc określonej kwoty na wydatki regularne np. coroczne wydatki (ubezpieczenie, opłaty za domenę i hosting), na rzeczy, których nie da się do końca przewidzieć, ale które mogą słono kosztować (remonty, wymiana telefonu lub komputera). Dzięki temu nie narzekamy, gdy tuż po świętach, po dużych wydatkach grudniowych, musimy opłacić ubezpieczenie samochodu i nie budzimy się nagle w lipcu ze świadomością, że fajnie byłoby pojechać choć na krótkie wakacje, ale nie mamy na nie nawet 200 zł.

5) Elastyczność

Tylko dzięki niej jeszcze nie załamałam się totalnie naszą sytuacją finansową 😉 Poniżej parę przykładów na to, że budżet nie jest wykuty w betonie.

Sorry, od dziś do końca miesiąca nie jemy kolacji!

Czasem przekraczamy budżet np. nie głodujemy pod koniec miesiąca, jeśli skończy się nam kasa w kategorii jedzenie – kupimy jakieś niezbędne rzeczy, ale czasem rezygnujemy z zakupu czegoś, co nie jest niezbędne (np. cukru, którego używamy raz na ruski rok do pieczenia), czekając na kolejny miesiąc. Zresztą wydatki na żywność dość mocno u nas falują. Może się zdarzyć, że w którymś miesiącu wydamy na jedzenie nawet 300 zł więcej niż w miesiącach poprzednich. To dość mocno zależy od stanu zapełnienia zamrażarki obiadami od mojej mamy ;), liczbą odwiedzin u rodziny i faz na jedzenie jakiegoś produktu.

600 zł rocznie na ubrania? Niewykonalne!

Zdarza się, że w kategoriach, w których co miesiąc odkładamy konkretną kwotę, która się kumuluje, wprowadzamy zmiany. W listopadzie zwiększyliśmy miesięczną kwotę odkładaną na zakup ubrań z 50 do 70 zł na osobę. Oczywiście gdybym miała szafę, jak z jutubowych „decluttering my wardrobe”, spokojnie wystarczyłoby mi na dodanie co sezon jakiejś nowej rzeczy, ale niestety, jak wspominałam tutaj, moja szafa nie prezentuje się tak dobrze. Widząc stan zużycia naszych ubrań uznaliśmy, że po prostu potrzebujemy więcej pieniędzy, żeby  nie chodzić w zmechaconych bluzach i podartych skarpetkach.

Czy to czas zbierać na wesele dziecka?

Jeśli nie przewidzieliśmy jakiegoś jednorazowego dużego wydatku np. zakupu lżejszej spacerówki, nie czekamy miesiącami aż uzbieramy pieniądze (dziecko zdążyłoby wyrosnąć z wózka zanim byśmy na niego uzbierali ;)), tylko tworzymy nową kategorię, do której od razu wrzucamy całą kwotę, albo rozkładamy ją dwa czy trzy miesiące.

Budżet domowy – daj mi konkrety, bejb!

Bardziej obszerny wpis o naszych finansach jest ciągle in progress, mam nadzieję skończyć go w najbliższych dniach. Przeczytasz m.in. o naszych największych trudnościach związanych ze świadomym zarządzaniem finansami, o rzeczach, na których oszczędzamy, choć nie powinniśmy i o tym, dlaczego wzięłam dziekankę! Jeśli masz jakieś pytania dotyczące finansów, daj znać!

  • Jeśli chcesz się dowiedzieć, jak rozsądnie gospodarować pieniędzmi kiedy w domu pojawia się dziecko, wbijaj tu!
Photo by rawpixel.com on Unsplash
Post zawiera linki afiliacyjne