Moje dziecko wolniej się rozwija – 9 miesięcy Pierwszego

Oprócz Bożego Narodzenia, świętujemy także dziewięć miesięcy Pierwszego. I choć chciałabym by to był pozytywny wpis, to trudno mi mówić o tej kolejnej miesięcznicy z radością. Ostatnie trzy miesiące były dla mnie najtrudniejsze pod względem psychicznym. Ok, pierwsze dwa miesiące też nie były usłane różami, ale wtedy można zrzucić totalną rozsypkę na połóg i pocieszać się, że mało kto ma wtedy lekko…

Zwolnienie tempa

Trzeci kwartał to normalnie czas wielu postępów. U nas jest ich niewiele. Trzy i pół zęba. I czołganie. Pierwszy nie osiągnął jeszcze „kamieni milowych”, które zwykle dotyczą 6-7-miesięczniaków. I już słyszę jak mówisz „każde dziecko rozwija się w swoim tempie”. Ale gdy mówi to osoba, której dziecko osiąga kolejne umiejętności zgodnie z czasem, to masz ochotę ją walnąć.  Tak jak dziewczynę, która ma 55 cm w talii i mówi, że jest gruba.
Wiesz, że jeszcze parę miesięcy temu potrafiłam przewinąć kilkadziesiąt zdjęć na Instagramie, żeby sprawdzić, kiedy urodziło się to dziecko, które umie już to i tamto?
Na szczęście udało mi się zapomnieć daty urodzenia tych paru dzieciaków. Choć coraz mocniej świerzbi mnie, by sprawdzić, czy ta siedząca od kilku tygodni dziewczynka urodziła się w czerwcu, tak jak mi się wydaje…

Wyrzuty sumienia

W listopadzie i na początku grudnia codziennie patrzyłam na bawiącego się na podłodze Pierwszego i myślałam o tym, że zawaliłam jako matka. W jaki sposób?
  • Nie zaniosłam na czas skierowania na rehabilitację. Dostaliśmy skierowanie, gdy Mały miał 5 miesięcy ze względu na lekką asymetrię boczną, która według neurolożki nie była poważna i nie była bezwzględnym wskazaniem do rehabilitacji. Na kolejnej wizycie dwa miesiące później asymetrii już nie było. W związku z tym nie było też według lekarki powodu do rehabilitacji. Wtedy odetchnęłam z ulgą. Teraz myślę, że przy tych wielomiesięcznych terminach oczekiwania może właśnie zaczynalibyśmy ćwiczenia.
  • Gdy Pierwszy miał 7 miesięcy wybraliśmy się do fizjoterapeutki na instruktaż pielęgnacyjny, który zaleciła nam neurolożka. Fizjoterapeutka widziała, że jest nad czym pracować i pokazała parę ćwiczeń, ale też sugerowała, że mogą się przydać regularne zajęcia z fizjo. Ale nie tupnęłam nogą i nie uparłam się na prywatną rehabilitację, mimo, że nie mieliśmy jej przewidzianej w budżecie.
  • Słuchałam neurolożki, która mówiła dwa miesiące temu, że Pierwszy nie jest opóźniony. To samo powtórzyła parę dni temu, mówiąc, że po prostu jest baaardzo leniwy i mieści się w granicach baaardzo szeroko pojętej normy. I znowu przyjęłam to z względnym spokojem – może dlatego, że dała nam skierowanie na rehabilitację.
  • Słuchałam rodziny „No już, już…  prawie siada” i głupio mi było robić wielką aferę, skoro to pierwsze dziecko z jakim mam do czynienia, a inni wychowali już kilkoro dzieci.

 

Ogólnie po tych ostatnich miesiącach jeszcze mocniej odczuwam to, co mówiłam już wcześniej: rodzicielstwo nie jest dla takich tchórzy jak ja. Nienawidzę brać odpowiedzialności za swoje decyzje. Kiedy miałam do podjęcia ważną decyzję np. dotyczącą studiów, pytałam o opinie chyba kilkanaście osób. A potem i tak nie wiedziałam kogo słuchać. A tutaj każda moja decyzja lub jej brak odbija się na Małym. To jest straszne!
Zobacz również: