Mam za mało ubrań, ale daję radę – wyzwanie Ignite Your Style

mam za mało ubrań - wyzwanie Ignite Your Style

Powiedzmy sobie jasno: mam za mało ubrań. Ale mam ich jednocześnie za dużo. Nie mieszczę się w szafie i w szufladach pod łóżkiem. A mimo to nie mam co na siebie włożyć. Większość moich ubrań jest albo mocno zniszczona, albo zbyt casualowa do pracy, albo po prostu w złym rozmiarze. Rzeczy, które faktycznie lubię, noszę i w których czuję się dobrze jest naprawdę niewiele. Nie zamierzam jednak wydawać całej pensji na totalną metamorfozę. Powoli kupuję niezbędne rzeczy i staram się odnawiać szafę zgodnie z tym, co lubię i co się u mnie sprawdza. Niedawno doszłam do wniosku, że tak naprawdę mam jakiś swój styl. Nie jest tak wyrazisty jak np. u Liv czy Anny, ale jakiśtam jest. Powtarzają się choćby kolory – totalnie neutralne – biały, czarny, szary – oraz niebieski, granatowy, odcienie różu i jakieś pochodne czerwieni. A swój statement piece – kraciasty granatowo-czerwony płaszcz, który nosiłam przez chyba 8 lat – zastąpiłam kraciastym, granatowo-czerwonym, choć o kompletnie innym kroju 🙂 Widać nie dla mnie klasyczne, czarne płaszcze 🙂 Gdybym kiedyś spisała co lubię, a co przyprawia mnie o dreszcze (np. wizja wyciągniętych nitek swetra od torebki na łańcuszku) to okazałoby się, że wszystko mam przemyślane.

No ok, mam za mało dobrych ubrań, ale mimo to staram się przetrwać. Dlatego w zeszłym tygodniu brałam udział w wyzwaniu Ignite Your Style. Rebecca Jacobs, która je prowadziła to moje jutubowe odkrycie zeszłego roku. Jej kanał jest jeszcze malutki a szkoda, bo dziewczyna ma bardzo fajne podejście do stylu. Zamiast skupiać się na sylwetkach, odpowiednich kolorach i tym, co się „powinno” nosić, Rebecca promuje zewnętrze jako przedłużenie wnętrza.

Jej pięciodniowe wyzwanie oparte było o wysyłane mailem filmy z zadaniem  oraz dedykowane zdjęcie na Instagramie, pod którym uczestniczki dzieliły się swoimi wynikami.
Ze względu na różnicę czasu – Rebecca jest z Kanady – trochę kombinowałam z kolejnością zadań 🙂

Zadania

Dzień 1: How do you want to feel?

Ubierz się zgodnie z tym, jak chcesz się czuć, a nie jak chcesz wyglądać, albo jak myślisz, że inni chcą żebyś wyglądała.

O tym, jakie jest zadanie dowiedziałam się w poniedziałek w ciągu dnia, kiedy miałam już na sobie swoją brokatową bluzę. Wybrałam słowo „confident”. W zasadzie powinnam zrealizować to zadanie we wtorek, ale wtorek uważam za największy ubraniowy fail. Więcej o tym przeczytasz niżej. Założyłam wtedy dość wakacyjną białą koszulę w palmy i welurową (kurczę, nie znam się na tkaninach, inni powiedzieliby, że to aksamit, no ale ogarniacie – każda szanująca się blogerka ma teraz obity velvetem fotel albo kanapę) krótką marynarkę. Była w komplecie z jakąś sukienką i ciocia zgarnęła ją w lumpeksie. Nie czułam się w tym pewnie i na pewno drugi raz się w to nie ubiorę 😉

Uznajmy więc, że poniedziałkowe zadanie wykonałam w piątek, gdy znowu założyłam brokatową bluzę.

Dzień 2: Make a statement

Załóż statement piece. Nie myśl, że „wyglądam jakbym starała się za bardzo”. Nikt inny tak Cię nie ocenia.

W środę wypróbowałam stylówkę, którą wymyśliłam parę tygodni wcześniej. Postanowiłam schować się pod wielką, kraciastą chustą w odcieniach brązu. Dotąd nosiłam ją w roli szalika. Tym razem uznałam, że użyję chusty jako swetra/narzuty/koca 😉 Muszę przyznać, że świetnie się sprawdziła, bo ponoć w moim pokoju w pracy było bardzo zimno, a kompletnie tego nie czułam 🙂

mam za mało ubrań - wyzwanie Ignite Your Style

Dzień 3: Highlight a favourite feature

Wybierz jakąś ulubioną część ciała, którą chcesz podkreślić i zrób to za pomocą wzoru, koloru, biżuterii.

Latem nie miałabym problemu – założyłabym moją ulubioną kremową bluzkę z Orsay albo białą koszulę z H&M. Obie są bez rękawów – choć moje ramiona nie są jakieś super (są całkiem szczupłe, bo totalnie bez mięśni ;)), to uwielbiam ten krój. Większość moich sukienek to też princeski (w znaczeniu, które znam z dzieciństwa, czyli prosta sukienka bez rękawów długości do kolan, a nie księżniczkowa suknia ślubna). Ale teraz , zimą, mam problem. Założyłam sukienkę z nibyskórzanymi rękawami. Na swój sposób spełniła zadanie z 3. dnia wyzwania – nie ukrywała brzucha, który jest najbardziej przeze mnie skrywaną częścią ciała 😉 W tej dziedzinie jestem chyba ekspertką – bycie otyłym dzieckiem na coś się przydało 😉

Dzień 4: Wear it or lose it

Wybierz jedną rzecz ze swojej szafy, której dawno na sobie nie miałaś. Masz dwie możliwości: albo załóż ją dziś, albo się jej pozbądź.

Jednej rzeczy się pozbyłam – wielkiej, brązowej letniej kurtki, którą zgarnęłam z szafy cioci 1,5 roku temu licząc, że jakoś uda mi się zrobić z niej coś fajnego. No cóż, rozmiar 42 jednak niekoniecznie się sprawdził, więc pozbyłam się bez żalu. W ogóle zgarnęłam wtedy parę rzeczy od cioci i żadnej jeszcze na sobie nie miałam. Część już poszła do pojemnika na stare ubrania, a część czeka na lato więc pozbędę się ich przy sezonowym przerzucaniu letnich rzeczy do łatwiej dostępnej szuflady łóżka, a chowaniu swetrów do trudniej dostępnej.
W sumie alternatywne zadanie też wykonałam – w ostatnich tygodniach założyłam dwie rzeczy, które leżały w szafie od lat kompletnie nienoszone, bo są superdziwne. Sweter i swetrowa sukienka, obie rzeczy z golfem i krótkimi rękawami – czy to może wyglądać dobrze? Odważyłam się założyć sukienkę do spodni (jest bardzo krótka), ale nie czułam się tego dnia dobrze więc raczej tego nie powtórzę. A krótkorękawowy golf założyłam jako dodatkową warstwę pod moją ukochaną brokatową bluzę.

mam za mało ubrań - wyzwanie Ignite Your Style

Dzień 5: Re-style it

Załóż raz jeszcze ulubioną rzecz z tego tygodnia, ale w innej stylizacji.

Uznałam, że założę raz jeszcze wtorkową marynarkę, ale tym razem do świeżutkiego, ledwo dostarczonego, białego T-shirta z Zalando. No i wszystko było ok do czasu, gdy wieczorem odkryłam, że marynara zafarbowała mi ten T-shirt. Tak, jak się domyślacie, koszula z wtorku też jest moooocno przyszarzała. Obawiam się, czy zwykłe pranie pomoże więc planuję zakup odbarwiacza w Rossmannie. Mydełko odplamiające Dr. Beckmann kompletnie się u mnie nie sprawdziło,  ale może odbarwiacz jest lepszy… Trzymajcie kciuki. Wygląda na to, że marynarka wyleci z szafy – wolę nie ryzykować, że zafarbuje coś jeszcze.

Moje wnioski

Kiedy zaczynałam wyzwanie byłam pewna, że szybko odpadnę, bo mam za mało ubrań – trudno mi w tej chwili stworzyć nawet pięć stylizacji na tydzień pracy (na szczęście i tak wychodzę z pokoju tylko, kiedy to niezbędne ;)). Poszło lepiej niż myślałam. Ani razu nie założyłam swojej namiotowatej bluzki, którą nosiłam regularnie przez kilka ostatnich miesięcy, a której wcale tak bardzo nie lubię. Na minus oczywiście zafarbowanie dwóch ubrań – głupi błąd, że we wtorek tego nie ogarnęłam. Na plus wykorzystanie chusty jako swetrokoca – choć dla mnie to trochę zbyt boho, na-studentkę-ASP element, czułam się tego dnia naprawdę dobrze (i ciepło!). No i zadanie „załóż to dziś, albo wylatuje z szafy”. Na pewno powtórzę je latem,  bo mam sporo letnich rzeczy, których nie miałam na sobie od 3 lat. Ostatecznie i tak  przez całe lato chodzę w długich spodniach i sandałach (to chyba jakaś modowa siara, prawda?).

Główne zdjęcie: bank zdjęć Jest Rudo