Podsumowanie 2/3 roku i plany na jesień

plany na jesień - herbata w niebieskim kubku

Plan roczny

W tym roku, pod wpływem Szafrańskiego albo Iwucia, przygotowaliśmy sobie plan roczny. W każdym miesiącu mieliśmy się skupić na jednym projekcie. Plan zawisł na wewnętrznej stronie drzwi szafy i, co mnie całkiem zaskoczyło, faktycznie do niego czasem zaglądaliśmy, głównie po to, żeby dokonać zmian 🙂

Plan roczny ewoluował więc wraz z rozwojem sytuacji. Przykładowo na styczeń i luty zaplanowaliśmy obgadanie ze stolarzem zmian w zabudowie kuchennej ze względu na konieczność zmian w wentylacji. Jednak potem mieliśmy na osiedlu kompleksowe sprawdzanie wentylacji i nie chcieliśmy robić przeróbek, dopóki nie będziemy pewni, że jest to faktycznie niezbędne. Plany wyleciały z listy, a zamiast tego wrzuciliśmy tam coś innego (m.in. Ola ma napisane 2/5 magisterki – zrealizowałam to dopiero w kwietniu :)).

Najbardziej przesuwanym planem są „półki za drzwiami”. To zabudowa, która zadecydowała o tym, by na etapie poprawek lokatorskich poprosić dewelopera o przesunięcie drzwi do małego pokoju maksymalnie w prawo. Dzięki temu za drzwiami powstała wnęka idealna na półki z książkami – coś w rodzaju takiego built-inu.

Najpierw plan półkowy wyleciał ze względów finansowych, a w sierpniu ustąpił miejsca tematowi wyboru żłobka dla Pierwszego. Następny termin to listopad – zobaczymy, czy się uda 🙂

Moje cele na 2017 – jak mi idzie

Na początku roku, niezależnie od naszego wspólnego planu rocznego, postawiłam sobie za cel:

1. Rysowanie tego samego przez 30 dni

Udawało mi się przez kilka dni, potem miewałam przerwy… Pierwsza próba nieudana, ale zamierzam do tego wrócić 🙂

2. Wypróbowanie 13 nowych dań, aby mieć solidną podstawę do rozpoczęcia porządnego planowania posiłków

Tutaj pomógł mi jadłospis przygotowany przez Anię, którego starałam się trzymać w sierpniu. Na pewno napiszę o tym osobny wpis, albo przeczytacie o moich spostrzeżeniach u Ani 🙂 Spośród dań, które wypróbowałam kilka wejdzie na stałe do mojego menu m.in. wegańskie spaghetii ragu, gulasz pomidorowo-ciecierzycowy albo mus z kaszy gryczanej… Wypróbowanie 13 nowych potraw to tylko połowa zadania. Teraz chcę swoje ulubione przepisy wydrukować, bo nie ma nic bardziej wkurzającego niż gotowanie z przepisu wyświetlonego na iPadzie lub komputerze.

 

3. Zrobienie czegoś nowego ze świadomością, że to będzie słabe

Hmm, właściwie moje próby gotowania można tu spokojnie podciągnąć 🙂 Daję sobie czas do końca roku, by pokazać coś światu, mimo że będzie nieperfekcyjne.

4. Przeczytanie minimum 12 książek

Tutaj zawaliłam na całej linii. Przeczytałam prawie całego FinNinję (nie mogłam przebrnąć przez ostatni rozdział o inwestycjach), ks. Stryczka rzuciłam w połowie, bo mnie wkurzył tak mocno swoim tonem, że po prostu nie mogłam czytać dalej. Mam na półce chyba 5 rozpoczętych książek i kilka nigdy nie otwartych. Hmm, właśnie mnie olśniło, że powinnam przygotować sobie rozpiskę roczną – co konkretnie zamierzam przeczytać w danym miesiącu. Do tego powinnam w końcu ogarnąć jakąś inicjatywę wymiany/pożyczania książek, które są nowe i wartościowe. Bo w bibliotekach nie znalazłam książek, które chciałabym przeczytać.

5. Zrobienie czegoś, co mnie przeraża

To mi się udało, na spontanie i z drżącymi rękami. Co ciekawe, tej małej zmiany, która tak bardzo mnie przerażała nikt z moich znajomych nie zauważył. A jeśli ktoś jednak zauważył, to bezpośrednio nie skomentował. Kolejny argument za tym, że ludzie zajmują się nami w dużo mniejszym stopniu niż nam się wydaje.

Plany na jesień

Remont łazienki

Zadaniem, które spędzało mi sen z powiek od miesięcy (podejrzewam, że ponad rok) był remont łazienki. Nasz najlepszy ever prysznic (160×80) po pewnym czasie zaczął przeciekać. Stojąca woda zniszczyła kilkanaście płytek podłogowych – nie ma szans, by wyczyścić ten rdzawy osad normalnymi środkami. Do tego ciągle żyjemy w stresie, że zalejemy sąsiadom łazienkę. Na szczęście mamy w łazience okno, które non-stop uchylone zapobiegło wejściu wilgoci czy grzybów :/

Parę tygodni temu przechodząc koło pustego jeszcze lokalu usługowego na osiedlu zobaczyłam, że zaczęły się tam prace budowlane. Po kilku dniach postanowiłam po prostu wejść i zagadać, czy facet nie chciałby do nas wpaść i spojrzeć na ten prysznic. Przyszedł, wydał się wystarczająco kumaty i zaryzykowaliśmy oddanie mu naszej łazienki. W końcu jeśli ktoś wziął go do wykańczania jakiegoś salonu piękności i to w lokalu, który kosztuje raczej grube tysiące, to chyba nie może być totalnie beznadziejnym fachowcem?

Dziś po południu w końcu zaczynamy. Na kilka dni miałam się wynieść z Pierwszym do siostry, ale kiedy teściowie przyszli nam – wykończonym rodzicom – z pomocą i zabrali Pierwszego w niedzielę, uznaliśmy, że zostanie tam aż do piątku, o ile awaryjnie nie będziemy go musieli zabrać wcześniej. Ja wykorzystuję ten tydzień (z wyłączeniem wczorajszego dnia, kiedy zajmowałam się Pierwszym, w czasie gdy Babcia była w pracy) do nadrobienia żmudnej roboty przy kompie, odespanie (dziś wstałam o 8:20 🙂 ) i zebranie sił na jeszcze bardziej wyczerpujący czas, który jest przed nami.

Żłobek

Od najbliższego poniedziałku zaczynamy adaptację w żłobku. Prywatnym rzecz jasna. Na razie jakoś specjalnie się nie przygotowujemy, idziemy na żywioł i bierzemy pod uwagę, że czeka nas maraton przeziębień. W żłobku pokładamy wielkie nadzieje – zakładamy, że nadgonią tam z Pierwszym większość kwestii, które u nas w domu kuleją 😀

https://www.instagram.com/p/BY8AfUZg0M8/?taken-by=olabydesign

[dygresja mode on]
W rekrutacji do publicznego, który ze względu na pewien unijny projekt miał inne zasady rekrutacji, duuuużo bardziej dla nas korzystne, wylądowaliśmy na 60. miejscu pod kreską (przy 5. i 6. setce w innych placówkach) – wygląda na to, że wszystkie 100 miejsc zajęły dzieci mające rodzeństwo. Warszawa dając dodatkowe punkty w rekrutacji za rodzeństwo skutecznie wpływa na wzrost przyrostu naturalnego. Jeśli przy jednym dziecku szanse na publiczną placówkę są żadne, a przy dwójce ma się więcej punktów i w rekrutacji do żłobka, i do przedszkola to koszt opieki nad jednym dzieckiem w prywatnym żłobku wynosi ok. 1800 – 2200, a nad dwójką dzieci w placówkach nie przekroczy 1000 zł. Ciekawe, czy ktoś już wyliczył jaka jest różnica między utrzymaniem jednego dziecka i dwójki dzieci w różnych regionach Polski.
[dygresja mode off]

Lekarze

Czeka nas też parę wizyt u specjalistów – ja wybieram się w końcu ze swoją ręką do ortopedy i liczę na to, że lekarz, choć idę do niego na NFZ, będzie umiał też poprowadzić mnie w kwestii stawów biodrowych. Wygląda na to, że genetyczne problemy z biodrami trzymają się u nas mocno i powinnam już przygotowywać się psychicznie na operację gdzieś w okolicach 2045 roku 🙂

Zespół de Quervaina dzięki noszeniu lekkiego przecież Pierwszego.

A post shared by Ola (@olabydesign) on

Do ortopedy na kontrolę zabieram też Pierwszego, ale najważniejsza jest teraz wizyta u logopedy, bo jak nie śpieszyło mu się w siedzeniem, tak teraz odpuścił mówienie.

Rozwój

Chcę uporządkować swoją wiedzę i wprowadzić w życie teorię, która siedzi w specjalnym folderze na Dropboksie 🙂

Na szczęście widzę, że moje FOMO trochę zelżało, ale wciąż muszę sobie przypominać, że nie muszę konsumować całej wiedzy teraz, skoro nie jestem w stanie jej od razu wykorzystać. Tu chyba też przyda się planowanie. Swoją drogą polecam tekst Joanny.

Przez kilka miesięcy robiłam podsumowania miesięczne wraz z całą masą linków do ciekawych treści, ale wszystko padło, gdy musiałam przysiąść do pisania magisterki. Lubię wpisy „tu i teraz” oraz „małe cele”, które rozpropagowała Kasia, ale nie obiecuję, że nie zobowiążę się do pisania ich regularnie, bo pewnie skończyłoby się tak, jak zawsze kończyły się obietnice Blair Fowler, że będzie regularnie nagrywać (nigdy w życiu nie oglądałam jej filmu z takim zaangażowaniem, jak tego o złamaniu ręki). 

  • Ambitne plany! Zycze, zeby Ci sie udalo 🙂