3 zmiany, które pomogą Ci polubić siebie!

dziewczyna na plaży - jak polubić siebie

Parę lat temu naprawdę siebie nie lubiłam. Miałam takie dwa zdania, które powtarzałam codziennie „Nic nie umiem” (przed każdą lekcją, na której spodziewałam się kartkówki) i „Jestem beznadziejna”. Ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, by wpisać w Google hasło „jak polubić siebie”.

Któregoś dnia ze zdziwieniem odkryłam, że postrzegam siebie jako całkiem fajną. Wiadomo, mnóstwo rzeczy mogłabym zmienić, ale ogólnie to jest nawet spoko.

Zmiana myślenia nie przyszła z dnia na dzień. Nie miałam pojęcia, że coś się dzieje. Dopiero po czasie próbowałam zrozumieć, czemu akurat w tym a nie innym momencie coś się zmieniło.

Co może Ci pomóc polubić siebie?

1. Zmień coś w swoim wyglądzie

Tak tylko zgaduję, że masz jakieś kompleksy. Ja mam ich mnóstwo, ale na operację nosa mnie nie stać i dobrowolnie nie zafundowałabym sobie takiego bólu. Centymetrów też nie byłam sobie w stanie dodać. Ale pewnie znajdzie się coś, co jest w Twoim zasięgu i choć trochę poprawi (przynajmniej w Twojej głowie) Twoje oblicze.

Kiedy miałam 14 lat przed jakiś czas nosiłam jednorazowe soczewki w dni, kiedy miałam wf (bo okulistka zapowiedziała, że albo soczewki, albo zwolnienie z wf, bo przecież ja nic nie widzę i może dojść do jakiegoś wypadku 🙂 Potem jednak, gdy wada wzrosła, nie kupiłam nowej partii soczewek i „jakoś” radziłam sobie do końca gimnazjum, a w LO wzięłam zwolnienie;)). Kompletnie nie radziłam sobie wtedy ze zdejmowaniem soczewek, z zakładaniem tylko odrobinę lepiej, dlatego nie kupowałam sobie miesięcznych, bo bałam się, że po paru próbach mojego wyjmowania nie nadawałyby się do niczego, a jednorazówki były strasznie drogie. Po maturze rzuciłam się na głęboką wodę i po prostu zamówiłam na szkła.com soczewki miesięczne i jakoś nauczyłam sobie z nimi radzić. Studia zaczęłam więc z dwa razy większymi oczami i to było naprawdę super. Kiedy koleś z mojego liceum mnie zobaczył niedługo potem, podał mi rękę i się przedstawił 😀

2. Zmień myślenie

Easier said than done, right? No dobra, to chociaż uświadom sobie, że nie wszystko, co o sobie myślisz jest faktem – Twój umysł może Ci wciskać niezłe kity na Twój temat.

Chyba na 18. urodziny dostałam książkę Bitwa o umysł. Autorka Joyce Meyer pokazuje, że zmiana życia następuje przez zmianę myślenia. Wszystko zaczyna się w głowie i jeśli tam jest coś niehalo, to nie ma szans, żeby wszystko w życiu było na swoim miejscu. Czytając książkę, przekonałam się, że mam pustynną mentalność – niewłaściwy schemat myślenia. Z dziesięciu złych wzorców myślenia opisywanych przez Meyer większość była dla mnie chlebem powszednim (i w pewnym stopniu nadal jest – dlatego muszę w końcu przeczytać tę książkę ponownie). Nawet jeśli moje myślenie o sobie samej nie zmieniło się z dnia na dzień, to zyskałam chociaż świadomość, że ono może być błędne. Jeśli więc myślisz „Może moje zachowanie jest złe, ale to nie moja wina” (rozdział 21) albo „Moje życie jest nieszczęśliwe. Spotyka mnie zły los i żal mi samego siebie!” (rozdział 22 ), to zajrzyj do Bitwy o umysł (uwaga – to książka chrześcijańska, więc nie każdemu będzie pasować ;)).

3. Zmień otoczenie

(Nie mówię tu o wycieczce do IKEI, choć przebywanie w ładnym otoczeniu ma moim zdaniem ogromny wpływ na samopoczucie) Trudno jest nagle polubić siebie, tkwiąc w tej samej grupie znajomych. Możesz nawet nie zdawać sobie sprawy, że konkretne osoby sprawiają, że czujesz się gorzej z samą sobą. Dobrze więc robi wejście w nowe środowisko. Wiadomo, wszędzie są ludzie, którzy sprawiają, że czujesz się dobrze we własnej skórze i tacy, przy których czujesz się jak śmieć. Ale samo przełamanie postawy, którą przybrałaś, możliwość pokazania się z innej strony, fakt, że nie wszyscy pamiętają Twoje faile i grzeszki sprzed kilku lat może pomóc w naprawieniu relacji z samym sobą.

W moim przypadku powolna przemiana zadziała się na początku studiów. W liceum było mi całkiem dobrze, choć dość mocno stresowałam się maturą i tym, by nie mieć zagrożenia z matmy. I, jak w poprzednich szkołach, miałam przypiętą łatkę ułożonej, spokojnej i odpowiedzialnej (co nie było prawdą – chciałabym teraz zobaczyć miny ludzi, gdy kilkakrotnie wpadłam w taką wściekłość, że łamałam ołówki i rzucałam książkami ;)). I nudnej, ale tego nikt mi wprost nie powiedział 🙂 Na studiach byłam tak małym trybikiem, że przez długi czas nikt nawet nie miał jak mnie zaszufladkować. Zajęć było na tyle mało, że można było przejść przez studia nie znając wszystkich z roku (kiedyś napiszę, jak ciekawie to wyglądało na moich podwójnych studiach).

Zaczynałam więc z białą kartką „opinie o Oli”, która zapisywana była dużo wolniej i przez szerokie, mocno zróżnicowane grono ludzi. Dzięki temu nie musiałam się wkurzać, że wszyscy wokół mają o mnie błędne mniemanie. I mogłam polubić siebie, zamiast tracić energię na nielubienie swojego nieprawdziwego obrazu w oczach innych ludzi.

Jeśli masz jakieś inne doświadczenia i pomysły na to, jak polubić siebie, daj znać w komentarzu. Przygotowałam też dla Ciebie grafikę do druku w formacie A4. Możesz ją ściągnąć klikając w obrazek poniżej. 

 jak polubić siebie - grafika informująca o grafice

Wpis zawiera linki afiliacyjne – jeśli kupisz polecane przeze mnie produkty, otrzymam w zamian kilka procent jego wartości. 

  • Mysle ze zmiana otoczenia czasami dziala wielkie cuda tylk otez rtzeba z tym uwazac.

  • Ann

    Miałam kiedyś w szkole takie ćwiczenia – każdy pisał swoje imię i nazwisko na białej kartce, podawał dalej i wszystkie osoby pisały parę słów. Na koniec kartka wracała do właściciela. Zaskoczyło mnie, że większość tych komentarzy była pozytywna i choć było to dawno to wciąż z uśmiechem wspominam te miłe, choć anonimowe słowa. Dzięki temu zobaczyłam, że ludzie niekoniecznie widzą we mnie same wady i niedociągnięcia.

    • No właśnie, ja dokładnie z tego samego ćwiczenia dowiedziałam się jak mnie postrzegają ludzie. „Systematyczna” jakoś nie wzbudziło mojego wielkiego entuzjazmu 🙂 No ale z drugiej strony, co można napisać, jeśli się kogoś mało zna? Ćwiczenie robiliśmy w ramach klasy, a bliskie osoby miałam też w klasach równoległych więc brakowało mi czegoś bardziej od serca 🙂 Gdyby to robić w ramach rocznika to pewnie wyniki były by jeszcze ciekawsze.

    • Byłam kiedyś na szkoleniu z wizerunku, stylu, ubierania się i takie ćwiczenie było na dzień dobry. Trzeba było innym osobom (zazwyczaj totalnie obcym) napisać na kartce przyczepionej do pleców, co nam się podoba w ich wyglądzie. Tak, tak, wygląd jest nieważny, blabla… ale ile mi to dało radości! 🙂 Okazało się, że komuś podobają się moje włosy, które dla mnie są okropne, rzadkie, wiecznie przyklapnięte i nieułożone! 😉

  • Mój sposób to przestać sobie zwalać tyle rzeczy na głowę. Bo moje „nielubienie siebie”, jeśli się pojawia, to właśnie wtedy, gdy robię ogrooomne plany i udaje mi się zrealizować tylko część z nich. Co z tego, że z sukcesem, co z tego, że ważnych, ale reszta niezrobiona! 😉 Dobrze tak z dystansem na to spojrzeć, bo widzę teraz, że to głupie 😉

  • Też zawsze byłam cichą, spokojną dziewczynką, która bała się odstawać od tłumu, w chwili obecnej już tak nie jest, chociaż nie przychodzi mi z łatwością poznawanie nowych ludzi. Ale jak kiedyś przejmowałam się zdaniem innych tak teraz mam je gdzieś. Od tamtej pory pokochałam siebie taką jaką jestem i jak sądziłam, że jestem nikim to teraz wiem, że przebywanie w toksycznym otoczeniu niczego dobrego nie wnosi do życia.
    Pozdrawiam i zapraszam serdecznie 🙂

  • Magda

    Moje tematy! poczytam w weekend więcej 🙂 A co do lubienia siebie, to ja też kiedyś siebie nie widziałam, a jak zaczęłam mieć kontakt ze sobą, to od razu narodziła się między nami przyjaźń. Co robię? Doceniam się za wszystko co robię, wspieram, gadam do siebie. I słucham przede wszystkim 🙂