Czy warto studiować dwa kierunki? Moja historia

warto studiować dwa kierunki

Czy to w ogóle możliwe?

Czy można studiować dwa kierunki jednocześnie?

Tak, można studiować dwa kierunki jednocześnie. Jedna dziewczyna z mojego roku studiowała jednocześnie nawet trzy. I to na tej samej uczelni. Będąc ze mną na drugim roku poszła na kolejny kierunek, a będąc na trzecim i drugim na jeszcze następny! Szalona. Kiedy po licencjacie szukałam jej w USOSie, nie studiowała już niczego 😉

Czy możliwe jest studiowanie dwóch kierunków dziennie?

Jasne. W 2011 roku miał być ostatni rok, kiedy można byłoby rozpocząć takie studiowanie i nie płacić, ale… doczytasz niżej 🙂

Czy można studiować dwa kierunki na różnych uczelniach?

Oczywiście. Ja właśnie tak studiowałam. Podejrzewam, że na większości uczelni nie da się rozpocząć dwóch kierunków w tym samym roku – byłoby to trochę nie fair 🙂

Jeśli już wiesz, że można, to czas pomyśleć, czy warto!

Dlaczego rozpoczęłam studiowanie dwóch kierunków jednocześnie?

Zaczęłam jednocześnie studiować dwa kierunki, bo miał to być ostatni rok kiedy można było za darmo rozpocząć studiowanie drugiego kierunku. Potem oczywiście wyszło, że jeszcze następny rok będzie darmo, za chwilę uznano opłaty za drugi kierunek za niekonstytucyjne… Groźby groźbami, a rzeczywistość sobie – spokojnie mogłam zacząć jeden kierunek, a potem dołożyć następny i nic za to nie płacić. Ale w tym państwie nigdy nic nie wiadomo.

Faktem jest, że przez trzy lata jeździłam między dwoma uczelniami i nie miałam czasu na praktyki ani pracę. Kiedy wracałam do domu najpierw musiałam się odmóżdżyć w necie, potem zasypiałam na książce, budziłam się późno i siedziałam do pierwszej, drugiej w nocy próbując się czegokolwiek nauczyć na kolejny dzień.

Kiedy obroniłam licencjat miałam poczucie, że przez trzy lata cztery razy przerabiałam ten sam materiał tylko pod różnymi nazwami przedmiotów. Choć wciąż studiowałam drugi kierunek, od razu wpadłam w tryb „bezrobocie” szukając jakichś praktyk. Nie udało mi się dostać na płatne, więc poszłam na darmowe, bo lepsze to niż nic, zawsze coś do wpisania w CV. No ale nie mam co wpisać, bo rzuciłam to po niecałych dwóch tygodniach – atmosfera do kitu, godzinna przerwa na lunch (na który nawet tam nie zarabiałam!) i zero zainteresowania praktykantami.

Znowu bezrobocie zakończone dzięki przypadkowemu spotkaniu z dziewczyną z roku wyżej. Zapytała co u mnie, ja „Bezrobocie”, ona „A chcesz iść od grudnia na praktyki?”. Przesiedziałam w tej firmie prawie pół roku, potem na okres wakacji musiałam się wynieść, bo firma zobowiązała się do przyjmowania co roku praktykantów w ramach wygranej w jakimś konkursie. Chwilę później zaszłam w ciążę i dwa lata później jestem zawodowo w tym samym miejscu!

No dobra, znacie moją historię. Można z niej mniej więcej wywnioskować, że na pytanie czy warto studiować dwa kierunki, odpowiedziałabym NIE. Ale nie uważam, żeby studiowanie dwóch kierunków było zawsze głupotą. Kiedy studiowanie dwóch kierunków ma sens?

Kiedy warto studiować dwa kierunki?

Kiedy naprawdę lubisz przynajmniej jeden.

Rzuć w cholerę rady, że oba kierunki powinny być ze sobą powiązane.

Mój plan był taki: jeden kierunek z rozsądku, klasyczny, oblegany i pochwalany przez społeczeństwo (nazwijmy go Rozsądnym), drugi bardziej związany z tym, co mnie interesuje, co czuję i w czym sobie siebie wyobrażałam lata wcześniej, ale taki, którego nazwy nie zapamięta Twoja babcia i nie będzie mogła się chwalić na imieninach u koleżanek (Interesujący).

No ale nie wyszło. Nie dostałam się na to, co chciałam i do swojego Rozsądnego wyboru musiałam dołożyć coś innego. Wybrałam kierunek związany z tym pierwszym (nazwijmy go Dopełniającym, ze względu na to, że może być dodatkowym atutem przy studiowaniu Rozsądnego), ale wyśmiewany jako produkujący sprzedawców frytek (Frytkowy). Na drugim biegunie były studia filologiczne (kierunek Językowy), ale nie wybrałam ich m.in. z bardzo głupiego powodu – wybierał się na nie mój przyjaciel, a ja nie chciałam po trzech latach bycia w innych szkołach i miastach znowu wejść w układ, w którym chcąc nie chcąc byśmy ze sobą rywalizowali.
Dziś zdecydowanie wybrałabym studia filologiczne.

Które kombinacje kierunków mają sens?

– dwa Rozsądne – spoko, o ile choć jeden z nich naprawdę przyprawia Cię o szybsze bicie serca. Inaczej możesz szybko stracić radość życia. Przykład: prawo (na UW! bo przecież wiadomo, że najlepsze, nieistotne, że za pieniądze dostaje się tam każdy, kto jakimś cudem zdał maturę :D) plus SGH

– Rozsądny i Interesujący – tego chciałam, ale nie wyszło. Oczywiście mogłoby się okazać, że Interesujący to pic na wodę fotomontaż i w ogóle jakaś szmira, ale lepiej się o tym szybko dowiedzieć i najwyżej zrezygnować, niż potem pluć sobie w brodę, że się nie spróbowało. Przykład: ekonomia plus kognitywistyka

– Rozsądny i Językowy – jeśli masz za sobą choć pięciominutową wycieczkę po pracuj.pl czy innym portalu pracowym, to wiesz, że księgowy z ukraińskim, estońskim i niderlandzkim znajdzie pracę w tym kraju. Przykład: budownictwo i skandynawistyka

Ujdą też:
– Rozsądny i Dopełniający – im mniej Frytkowy dopełniający, tym lepiej. Przykład: informatyka i bezpieczeństwo wewnętrzne
– Interesujący i Językowy – niszowy język zawsze się przyda, więc może uda się znaleźć fajną robotę w spoko branży i czeski czy fiński będzie dodatkowym atutem? Ale znowu, Interesujący powinien być bliżej Rozsądnego niż Frytkowego. Przykład: antropologia i turkologia.

Odpuść sobie studiowanie dwóch kierunków Frytkowych, chyba, że masz już pracę i konkretne umiejętności, które pozwolą ci się utrzymać. Jeśli chcesz studiować tylko dla przyjemności i masz taką możliwość – super!

Czy dziś bym się na to zdecydowała?

Zanim odpowiem na to pytanie, przypomnijmy:

  • mój wybór kierunków nie był najlepszy (rok później znowu próbowałam dostać się na Interesujący, ale zabrakło mi 0.11 pkt…)
  • studiowałam dziennie i na dwóch uczelniach oddalonych od siebie o godzinę
  • 0ba kierunki rozpoczęłam jednocześnie

Gdybym mogła cofnąć się do roku 2011 nie rozpoczynałabym od studiowania na dwóch kierunkach – wybrałabym Rozsądny (o ile nie dostałabym się na Interesujący), ale postarałabym się o jakąś pracę, praktyki i to nie w Rozsądnej branży, ale właśnie w Interesującej. Potem wybrałabym się na studia zaoczne Interesujące, albo przeniosła na zaoczne Rozsądne, by móc dziennie studiować Interesujące.

Studiowanie jednego kierunku, o ile nie jest to medycyna czy inne trudne, ścisłe studia z masą ćwiczeń i laborek, to jak powrót do podstawówki – po zapieprzu w liceum nagle masz tylko kilka zajęć i można łatwo wpaść w lenistwo, imprezy albo po prostu spędzać większość dnia przed kompem (do tego byłoby mi bliżej). Studiowanie dwóch kierunków pozwala utrzymać tempo pracy, rozleniwienie raczej ci nie grozi. Jednak znalezienie pracy też nie pozwoli ci na spędzanie całego dnia w łóżku, a pomoże ci zdobyć nowe umiejętności i cenne wpisy do CV.

Jakie są twoje doświadczenia ze studiowaniem dwóch kierunków? Może po kilku tygodniach/miesiącach rzuciłeś ten drugi? A może co roku próbowałeś jakiegoś nowego? 

  • Bardzo fajny i pomocny post!!! 🙂 Ja mimo, że maturę pisałam właśnie w tym roku, na szczęście nie stoję przed takimi trudnymi wyborami bo dostałam się na wymarzone studia architektoniczne w Anglii 🙂

    • Ekstra! Ja po porażce 6 i 5 lat temu znowu biorę udział w rekrutacji na swój wybrany kierunek. Dwa lata temu dostałabym się bez problemu bo był niski próg, rok temu bym się nie dostała, ciekawe jak będzie teraz 🙂

      • W takim razie trzymam kciuki za ciebie! 🙂

  • Chyba nigdy nie byłam aż tak ambitna, by studiować dwa kierunki jednocześnie. Za to kończyłam dwa różne na dwóch różnych stopniach – licencjat na poznańskim kulturoznawstwie i magisterskie Media Interaktywne i Widowiska (też na UAM). I jestem mega zadowolona z tych drugich. Owszem, te pierwsze dały mi jakąś podstawę, na dodatek nie były to studia zbyt wymagające, więc miałam multum czasu na rozwój osobisty i własne projekty, ale wynudziły mnie. Z kolei studia drugiego stopnia, to był najlepszy wybór jakiego dokonałam w kwestii studiów. Tak, czy inaczej, dla mnie zawsze najbardziej opłacalne okazało się to, co robiłam poza uczelnią. A co teraz? Zostałam grafikiem, trochę freelanceruję sobie i szukam etatu. Czuję się dobrze i pewnie z moimi umiejętnościami i doświadczeniem, szczególnie, że podczas ostatnich dwóch lat sporo pracowałam (i to jako studentka dzienna).

    PS. Też uciekłam z blogów wnętrzarskich i poszłam bardziej we własne zainteresowania i w lifestyle XD Gdybym dalej miała pisać tylko o moim niewykończonym, nieurządzonym wnętrzu to bym sfiksowała. Fajnie tu masz! Mam nadzieję, że blog szybciutko się rozkręci:)

    • Zawsze powtarzam, że blogowanie wnętrzarskie nie jest dla biednych ludzi 🙂 Bo nawet do projektów DIY trzeba kupić materiały. Nie wspominając o dobrym aparacie i tych wszystkich nowych dekoracjach, których kupowanie można uzasadnić blogiem 🙂