Praca zdalna bez doświadczenia? Wywiad z Agnieszką Skupieńską

praca zdalna bez doświadczenia

Słyszałeś kiedyś o kryzysie ćwierćwiecza? Choć 25 lat skończę na parę tygodni, już trzeci rok z rzędu przechodzę marcowy minikryzys. W tym czasie mam milion wątpliwości co do swojej przyszłości, zastanawiam się, czy jestem na właściwej drodze, porównuję swoją sytuację do osiągnięć znajomych. Nie mam jeszcze ostatecznych wniosków z aktualnego kryzysu, ale coraz mocniej utwierdzam się z jednej decyzji:

Chciałabym chociaż częściowo pracować zdalnie. 

Większość osób, które podziwiam to freelancerzy, przedsiębiorcy pracujący z domu lub cyfrowi nomadzi. Taki tryb pracy  jest dla mnie zupełnie naturalny. Gdybym jednak na rodzinnej imprezie powiedziała „Chcę pracować z domu”, pewnie usłyszałabym „Co ty tam znowu wydziwiasz?” albo „Ola, idź do normalnej pracy. Mówię ci. Trzeba mieć pracę, a po pracy to już sobie będziesz robiła, co tam będziesz chciała”. Bo jakoś tak się przyjęło, że praca „na mieście” cieszy się większym poważaniem niż praca z domu. Zresztą, czy jeśli ktoś siedzi w dresie lub legginsach przy komputerze, to w ogóle pracuje?

Praca zdalna – stereotypy i wątpliwości

Praca z domu ma różne oblicza. Pomyśl o kobietach, które zajmują się rękodziełem. Czy nawet przez chwilę nie myślisz o nich jako o naiwnych kurach domowych prowadzących wacikowy biznes, który bliscy traktują z przymrużeniem oka? Praca zdalna kojarzy Ci się z zarośniętym programistą, który rzadko wychodzi na światło dzienne? A może wręcz przeciwnie – wyobrażasz sobie, że freelancer wstaje o dowolnej porze i wrzuca na Instagram zdjęcie z porannej kawy i przeglądania swojego bullet journal?

Czy w ogóle da się z tego utrzymać?

Czy freelance nie jest tylko dla grafików i dziennikarzy, którzy mają już wyrobioną markę i do których klienci sami walą drzwiami i oknami?

Czy nie lepiej wspinać się po szczeblach kariery w międzynarodowej firmie – mieć dobrą pensję, kartę Multisport i być powodem do dumy dla babci?

Zapraszam do przeczytania krótkiego wywiadu z Agnieszką Skupieńską, autorką książek i kursów online, blogerką i copywriterką. 

Historia Agnieszki

Jakie masz wykształcenie?

Jestem polonistką, choć nigdy nie pracowałam w szkole ani w żadnym innym miejscu, w którym moje wykształcenie przydałoby się do czegoś.

Jak wyobrażałaś sobie swoją karierę jako dziecko, a jak pisząc maturę?

Jako dziecko miałam wiele pomysłów na siebie: chciałam być pisarką, detektywem, prawnikiem albo… prowadzącą jakiś program telewizyjny, np. telezakupy 🙂 Pod koniec liceum patrzyłam już na swoją „karierę” trochę inaczej, bo wybrałam studia z kulturoznawstwa. Ale chyba nie miałam pojęcia, czym będę się zajmować. Ostatecznie studiowałam polonistykę, nie kulturoznawstwo, ale jak dzisiaj o tym myślę, to zajmuję się czymś, czego właściwie nie było jeszcze, gdy zdawałam maturę, bo internet wtedy raczkował, a ja przecież z internetu żyję.

Jak to się stało, że zaczęłaś zarabiać na pisaniu?

Zaczęło się przez przypadek: trafiłam na portal ze zleceniami, zgłosiłam się do jednego i dostałam do napisania kilka tekstów. Potem kolejne i następne i tak dorabiałam przez kilka miesięcy, pracując jednocześnie na etacie. A potem zorientowałam się, że to pisanie może być jedynym źródłem utrzymania.

Jak zareagowali na to Twoi bliscy? Czy słyszałaś czasem „Znajdź sobie normalną pracę, w urzędzie albo jakiejś firmie”?

Wiesz, że ja nadal czasem to słyszę (po 7 latach)? Teraz już nie od najbliższych, ale od trochę dalszych znajomych, którzy widują mnie rzadko i chyba nie czytają mojego bloga 🙂 Mąż (wtedy jeszcze nie byliśmy po ślubie) wspierał mnie od samego początku i to on podsunął pomysł, żebym zaczęła utrzymywać się tylko ze zleceń. Reszta rodziny chyba na początku patrzyła sceptycznie, ale ponieważ nie miałam problemów z utrzymaniem się z tej pracy, wszyscy z czasem przestali się dziwić.

Jak reagujesz, gdy widzisz zdjęcia znajomych ze szkoły/studiów na stronach wielkich znanych firm? Czy pojawia się w Tobie myśl „Też mogłam tak pracować”?

Tak naprawdę, to powinnaś to pytanie zadać niektórym znajomym, jak reagują, gdy widzą mnie w telewizji albo w gazecie 🙂 Moja praca zaczęła się od pracy w domu dla niewiele znaczących klientów, ale po tych kilku latach zbudowałam sobie markę i teraz często jestem proszona o wypowiedzi na różne tematy, udział w konferencji, szkolenie. Czasem to media lokalne, jak TVP3, czasem o ogólnopolskim zasięgu (jak branżowy magazyn „Własny biznes Franchising”), więc z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że nie mam czego zazdrościć moim znajomym, nawet tym, którzy pracują dla dużych korporacji. Robię to, co lubię, ludzie to doceniają, a jeszcze zarabiam przyzwoite pieniądze 🙂

Czy gdybyś mogła cofnąć się o kilka lat, podjęłabyś takie same decyzje zawodowe?

Właściwie to tak. Zastanawiałam się przez chwilę, czy zamiast szukać dorywczej pracy na studiach (w sklepie i restauracji) nie lepiej było iść na praktyki do jakiejś agencji reklamowej czy kreatywnej, ale prawda jest taka, że pracując dorywczo na studiach zyskałam doświadczenie w bezpośredniej pracy z ludźmi, z klientami, którzy marudzą, są niezadowoleni, wymagający. Ta praca „na pierwszej linii frontu” (bo jako kelnerka i sprzedawca) sporo mnie nauczyła i dzięki niej inaczej dzisiaj patrzę na obsługę klienta. A to przydaje mi się w mojej obecnej pracy.

Praca zdalna – jak zacząć bez doświadczenia?

Kiedy szukasz pracy, pewnie automatycznie odrzucasz oferty z warunkiem „2 lata doświadczenia na podobnym stanowisku”, jeśli faktycznie takiego nie posiadasz. I w końcu przy każdej kolejnej ofercie pracy myślisz: „JAK mam zdobyć doświadczenie, skoro nigdzie nie mogę go zdobyć, bo nie mam doświadczenia?”

Okazuje się, że można zarabiać nie mając udokumentowanych osiągnięć.  Przekonałam się o tym, kiedy kilka miesięcy temu kupiłam kurs Agnieszki „Zacznij zarabiać na pisaniu„. Uwierzyłam, że nie trzeba mieć rozbudowanego portfolio i tytułu laureata olimpiady polonistycznej. Wystarczy umieć w miarę bezbłędnie pisać (co wcale nie jest takie oczywiste – kto ma nauczyciela, ten wie, że są jednostki piszące „Rzydzi” (Żydzi) i „z wiąsku” (w związku)).

Musiałam mocno sobie postanowić, że zdobytej wiedzy nie będę wprowadzać w życie dopóki nie zamknę wiszących nad moją głową zaległości, bo wiem, że wpadałabym po uszy a moje zobowiązania w końcu by się przeterminowały. Ale za kilka miesięcy na pewno spróbuję swoich sił w pisaniu tekstów na zlecenie. Choć… tak naprawdę mam już w tym zakresie minimalne doświadczenie – na przestrzeni 2 lat napisałam 10 sponsorowanych wpisów na bloga (za psujące rynek stawki – nie bijcie 😉 ).

Daj znać, czy próbowałeś pracować zdalnie. Jeśli tak, to czym się zajmowałeś/zajmujesz? Co było/jest dla ciebie najtrudniejsze – niska efektywność, brak kontaktu z ludźmi, a może niesforne dzieci przerywające rozmowy z klientami 🙂 ? I co na to rodzina i znajomi 🙂 ?

  • Fajny, pokrzepiający wywiad, bo praca zdalna pozwala na pracę według swoich zasad, ale ma też niestety swoje ciemne strony 😉 Tak czy siak, zawsze mocno kibicuję tym, którzy w pełni się jej oddają, bo wymaga po prostu dużej odwagi i mnóstwo wsparcia 🙂

    • Ja szczególnie podziwiam matki, które pracują (próbują pracować?) zajmując się w tym samym czasie dziećmi. Jak dla mnie żłobek, babcia albo niania to konieczność, aby dało się pracować.

  • Praca zdalna powinna być już czymś mieszczącym się w granicach normy. Jesteśmy elastyczni, dyspozycyjni, ponadregionalni, a jednak wciąż mentalnie tkwimy kilkadziesiąt lat temu… Niestety. Dla wielu praca online jest po prostu przejawem wygody (bzdura), lenistwa (kompletna bzdura) i swobody (połowiczna bzdura). A tak w ogóle to jedyną właściwą drogą zawodową jest etat w firmie xyz (absolutna bzdura).
    Niewielu sobie w ogóle zdaje z tego sprawę, że w tak nienormowanej, niedookreślonej i luźnej formie zatrudnienia nie dałoby sobie rady. A dlaczego? A ponieważ wymaga sporej dawki samozaparcia, samodyscypliny, determinacji, umiejętności zarządzania własnym czasem i wielu innych, bardzo nielubianych cech. Tu pracujesz na własny rachunek, nikt nie przejmie za ciebie odpowiedzialności, nikt nie zapędzi do roboty, nikt nie przypilnuje, nikt nie rozliczy. Sam spijasz efekty swojej (dobrej lub niestrawnej) działalności. Łatwizna?

    • Świetnie napisane! Warto posłuchać podcastu M. Szafrańskiego – rozmowy z M. Śliwińskim z Nozbe – firmy, która działa w systemie no office. Praca w domu wymaga wielkiej dyscypliny, ale na pewno fajną sprawą jest to, że nie trzeba tłoczyć się w autobusach i chodzić na zakupy w godzinach szczytu 🙂

  • Podziwiam osoby, które tak pracują i radzą sobie. Czy ja bym tak umiała? Nie wiem.

    • Polecam bloga (i Instagram) Travelicious – to moi ulubieni „cyfrowi nomadzi”. Łączenie pracy i podróżowania opanowali chyba do perfekcji 🙂 I dla mnie są dużą motywacją, by spróbować pracy zdalnej 🙂

  • Agnieszki działania są mega inspiracją!

    • Tak jak i Twoje 🙂 Jeju, jak ja kocham internet za to, że można poznać tylu motywujących do działania ludzi <3

  • Agnieszkę podglądam od dawna i planuję kupić ten kurs, ale też ten o swoim produkcie.
    Sama dążę do tego, żeby móc utrzymywać się ze zleceń najlepiej tych online – jest coraz lepiej, ale oby tak było na stałe.
    Fajny tekst, bardzo mi się podoba! 🙂

    • Ja planuję też kupić książkę, ale uznałam, że kupię ją dopiero jak zarobię wystarczającą kwotę z pisania/afiliacji/w inny sposób przez internet 🙂

  • www.kasiaekiert.pl

    sama dążę do pracy jak najbardziej zdalnej 🙂 zobaczymy 🙂

  • Paradoksalnie praca w domu wymaga więcej samodyscypliny niż praca w biurze, ale zdecydowanie ma też więcej korzyści 🙂

    • Myślę, że to często kwestia podejścia, ale też kwestia czasu. Nikt od razu, od tak nie decyduje się na pracę w domu. Do tego trzeba dojrzeć.

  • Ja także dążę do pracy zdalnej. Póki co prowadzę, blog, intensywnie uczę się, mam też kilka zadań dodatkowych, więc po części to taka „praca” :)) Z pewnością taka praca wymaga dobrej organizacji czasu, ale i koncentracji. Łatwo rozproszyć się zajęciami domowym czy ogólnym rozleniwieniem 🙂 Dobrze jest wyznaczać sobie ramy czasowe na faktyczna pracę, wtedy koncentracja musi być na wysokim poziomie :))