Byłam niemową – gdy dziecko nie odzywa się do obcych (mutyzm wybiórczy)

Od urodzenia po liceum słyszałam, że jestem nieśmiała, cicha, spokojna, obowiązkowa. Z tych wszystkich określeń zgadzam się tylko z nieśmiałością. Choć może lepiej byłoby powiedzieć, że jestem zalękniona. Ale to nic w porównaniu do tego, jak (nie) funkcjonowałam 20 lat temu. Gdy wpisałam w wyszukiwarkę wstępny tytuł tego wpisu, dowiedziałam się, że przez kilka lat miałam mutyzm wybiórczy (selektywny). Oczywiście przeżyłam zaskoczenie „To nie tylko ja tak miałam? Ktoś to nazwał?” zupełnie jak wtedy, gdy okazało się, że owofobia, jak nazwałam swój wstręt do jajek, faktycznie istnieje i cierpiał na nią m.in. Hitchcock.

Czym jest mutyzm wybiórczy?

mutyzm wybiórczy to zaburzenie lękowe, które objawia się tym, że człowiek rozmawia tylko z wybranymi osobami. Mutyzm może, ale nie musi łączyć się z zaburzeniami mowy. Dzieci z mutyzmem są zwykle w normie rozwojowej i intelektualnej. W domu rodzinnym mogą być gadatliwe, hałaśliwe. Ich milczenie nie wynika z uporu czy chęci manipulacji, ale z lęku. Jeśli milczenie trwa dłużej niż miesiąc, zaleca się wizytę w poradni psychologiczno-pedagogicznej.

Jak to wyglądało u mnie?

Kiedy miałam 5 lat, odzywałam się wyłącznie do:
– rodziców
– siostry
– dziadków, z którymi spędzałam przedpołudnia między 3. a 5. rokiem życia
– dzieci, które znałam od urodzenia, czyli głównie do ciotecznego rodzeństwa (choć może mi się tylko wydawać – chyba powinnam dopytać, czy faktycznie coś mówiłam w czasie zabawy, czy bawiłam się milcząco)
– przedszkolanki

Nie miałam żadnych zaburzeń mowy, ani problemów z nauką.

Traumatyczne wspomnienia z przedszkola

Do przedszkola poszłam, gdy miałam 5 lat. Jakimś cudem zdarzało mi się odzywać do przedszkolanki, ale nie rozmawiałam z żadnymi dziećmi. To znaczy… mnie się wydawało, że rozmawiałam z dwiema dziewczynami. Ale jedna z nich, z którą zaprzyjaźniłam się parę lat później, twierdzi, że do niej też się nie odzywałam 🙂 Gdybyście weszli wtedy do sali, zobaczylibyście mnie siedzącą samą przy stoliku i całą resztę bawiących się dzieci. Ze średniaków nie mam żadnych dobrych wspomnień, za to mam parę bardzo złych.

W mojej grupie było też kilka osób, które nie zmieściły się w starszakach i robiły program zerówki. Kiedy przychodził czas na naukę, starszaki siadały po prostu przy jednym stole i robiły coś w książkach. Ja, mimo że byłam pięciolatkiem, robiłam tę zerówkę razem z nimi. Mogłabym iść więc do szkoły rok wcześniej, ale chyba powinien mnie wtedy zobaczyć psycholog, a jego opinia na temat wcześniejszego pójścia do szkoły raczej nie byłaby pozytywna. Ale może stwierdziłby mutyzm wybiórczy?

Do żadnego psychologa nigdy nie trafiłam. Miałam robić zerówkę raz jeszcze. Okazało się, że moja przedszkolanka będzie uczyć inną grupę zerówkową, i to w drugim budynku. Miałam więc do wyboru: A) zostać z tymi samymi dzieciakami na kolejny rok lub B) pójść razem z panią do drugiego przedszkola i nowych dzieci. Stanęło na drugiej opcji i to była świetna decyzja. Chyba nie od razu (pierwszy dzień nie zależał do najlepszych…), ale w końcu jakoś się ogarnęłam, zaczęłam mieć koleżanki i w miarę normalnie funkcjonować w grupie.

Gdy zaczęłam wstępnie czytać o mutyzmie natknęłam się na opinie, że zalecana jest zmiana przedszkola, bo dziecko nie chce nagle zacząć mówić w środowisku, w którym uznawane są za niemowę. Czasem dziecko milczące i będące samotnikiem w podstawówce, w gimnazjum nie ma z mówieniem problemu i jest w stanie nawiązywać przyjaźnie.

Uwaga za gadanie miarą sukcesu

Kiedy poszłam do szkoły, miałam w klasie dzieciaki ze swoich średniaków, te ze swojej zerówki i kompletnie dla mnie nowe, ale rozmawiałam równo ze wszystkimi. Moja klasa była totalnie rozwydrzona. Ciągle ktoś gadał na lekcji. Czasem wychowawczyni (z nią też rozmawiałam 😉 ), zamiast pisać każdemu indywidualne uwagi za gadanie, prosiła, byśmy sami wpisali sobie do zeszytu „Rozmawiałem na lekcji”. Potem podchodziła do każdego i podpisywała się pod uwagą. Za pierwszym i drugim razem dopisała u mnie „Ola nie rozmawiała”. A gdy byłam w trzeciej klasie tego dopisku już nie było, bo też gadałam na lekcjach. To był dla mnie dowód na normalność 🙂 Gadałam z osobami, dla których 4 lata wcześniej byłam kompletną niemową. Trzecia klasa to był mój społecznie najlepszy rok.

W tym samym czasie, kiedy miałam mniej więcej 9 lat, zaczęłam się odzywać do dorosłych. Pamiętam jeden z pierwszych momentów, u cioci w kuchni. Zapewne po raz pierwszy odpowiedziałam na jej pytanie, czego chcę się napić 🙂 Odblokowałam się na dalszą rodzinę, sąsiadów itd.

Nie miałam żadnej terapii, pewnie o mutyzmie nikt wówczas nie słyszał. Ale dalej miałam i nadal mam problemy w codziennych sytuacjach, które będę opisywać w kolejnych postach.

Podsumowanie mojej historii:

  • początkowo rozmawiałam normalnie z 5 osobami dorosłymi i dziećmi, które dobrze znałam
  • przełom nastąpił po zmianie grupy w przedszkolu
  • zanim zaczęłam się odzywać do dorosłych minęły jeszcze trzy lata

Miałam chyba spore szczęście, że udało mi się pokonać blokadę przed mówieniem bez profesjonalnej pomocy. Daj znać, jeśli znasz kogoś z mutyzmem i jakie są wyniki terapii.

Chcesz wiedzieć więcej?

Zdjęcia: Kaboompics, Jest rudo

  • Twoja historia jest bardzo pouczająca, obecnie takie dzieciaki raczej wyłapuje psycholog i zgłasza do poradni i na terapię.

    • Myślę, że tak – teraz dużo się słyszy choćby o autyzmie, więc chyba wszyscy są bardziej wyczuleni.

  • Bardzo ciekawy tekst. Nigdy nie zwróciłam uwagi na takie problemy. Nigdy ich chyba nie doświadczyłam, ale mam cały czas jakiś lęk czy niechęć do prowadzenia rozmów telefonicznych. Nie lubię, nie umiem, unikam jak mogę. Czasami specjalnie nie odbieram. Wolę po jakimś czasie napisać smsa. Ciekawe czy i na takie zaburzenie jest jakaś nazwa?

    • Wiem, o czym mówisz! Nawet z przyjaciółmi nie lubię rozmawiać przez telefon – albo na żywo, albo smsy.
      A przy zapisach do lekarza czy sprawach urzędowych też telefon to dla mnie najgorsza opcja – wolę już osobiście 🙂

      • Najgorzej, jak muszę gdzieś zadzwonić w pracy. No jestem dorosła, oczekuje się ode mnie wykonywania swojej pracy… no i wtedy już muszę… aczkolwiek z niechęcią…;)

  • Gosia

    Świetny wpis. Dzięki niemu być może więcej osób dowie sie jak czase w życiu jest trudno pokonać własne lęki i słabości. Super że dzielisz się nia z czytelnikami. O autyzmnie tez juz dużo więcej się u nas mówi choć wciąż i tak za mało.

    • Prawda! Boję się myśleć, ile osób przez całe lata (nawet całe życie!) pozostawało niezdiagnozowanych i musiało walczyć z łatką samotników i dziwadeł…

      • Ann

        Wszystkie przedszkola, szkoły (oprócz liceum), studia. I tak skończyłam czas zawierania znajomości na całe życie praktycznie bez żadnych znajomych, jako samotnik i dziwak. Czasem się zmuszam, ale nie zawsze wystarczy to, żeby podtrzymać znajomość. Tym bardziej gdy przejechałam się parę razy :/

        • Niestety, też znam takie przypadki. I jedyne wyjście, jakie widzę to zaangażowanie się w coś – wolontariat, szkoła tańca, kółko różańcowe… I znalezienie w końcu kogoś na dłużej… Ja akurat (jeszcze) mam znajomych z różnych etapów życia, ale widzę, że te relacje się ciągle zmieniają i możliwe, że wkrótce nich z nic nie zostanie – pisałam o tym zresztą tu: http://odwazniej.pl/2016/08/porzadkowanie-znajomosci/

  • Świetny tekst, fajnie że napisałaś o swoim doświadczeniu, Mam znajomą, której 5 letnia córeczka nie chce rozmawiać z obcymi. Mam wrażenie, ze takie dzieci czują ze coś z nimi nie w porządku, bo wszyscy dookoła mówią a one nie…Światełko w tunelu jest 🙂 Dzięki!

    • Daj znać, czy jest pod jakąś opieką psychologa i czy problem dotyczy też kontaktów z dziećmi. Mam nadzieję, że szybciej pokona lęk przed mówieniem 😉

  • Czytałam juz kiedyś o mutyzmie, ale fajnie jest poznać problem z punktu widzenia osoby, której to dotknęło. Dobrze jest uświadamiać ludzi i uczyć wrażliwości i empatii w stosunku do dzieci, które zachowują się nieco inaczej. A tak BTW. Teraz, prowadząc bloga, można powiedzieć, że rozmawiasz z tlumami ☺

  • Monika Cabala

    https://www.facebook.com/groups/Mutyzm/ grupa wsparcia dla rodzin i dzieci dotkniętych mw; należy wspomnieć, że mamy już książkę na ten temat 🙂

  • Bardzo fajny tekst nie wiedziałam, że tak się nazywa to zaburzenie lękowe.