Podsumowanie listopada (w połowie grudnia)

Nie da się ukryć, że mam niemałą obsuwę. Listopad upłynął mi na zamartwianiu się, wyrzutach sumienia i totalnym załamaniu średnio co trzeci dzień. Ale był to też miesiąc nieco większej produktywności.

 Co tam na Fejsie?

Przez długi czas zastanawiałam się, co ciekawego znalazłam w necie w listopadzie. W zakładce „do przejrzenia” mam w tej chwili 61 linków i pewnie sporo z nich wpadło tam w zeszłym miesiącu, ale nic nie wybiło się na tyle mocno, bym zrobiła draft tego posta, tylko po to, by umieścić tu odnośnik do tej genialnej treści.
I w końcu znalazłam przyczynę 😉 Po prostu porządnie ograniczyłam swój dostęp do treści.
Dzięki Joasi z bloga Styledigger dowiedziałam się o wtyczce News Feed Eradicator, która usuwa feed/ścianę/cokolwiek to jest z Facebooka. Nie wiedziałam, czy to się u mnie sprawdzi, ale jak na razie daje radę 🙂 Kiedy działam na komputerze, przeglądam najwyżej to, co wyskakuje w moich powiadomieniach np. posty na grupach, do których należę.
Co więcej, usunęłam aplikację Facebook z iPada, z którego korzystam w domu najczęściej. Zostawiłam tam tylko Messengera. Pełnowymiarowego Fejsa mam więc tylko w telefonie. Ominęła mnie więc cała masa informacji. O śmierci Fidela Castro dowiedziałam się pewnie dobry tydzień później.

Instagram

Mój Instagram został  w listopadzie opanowany przez jedzenie. Kucharz ze mnie żaden, więc w menu była zupa z mrożonki, ciastka z Biedry, ryż z warzywami oraz makaron z Kwestii Smaku.

W listopadzie przygarnęliśmy dwa dzikie zwierzęta na nasze ściany. A Pierwszy zaczął się czołgać i w końcu jest w stanie doczłapać się do leżącego przed nim przedmiotu, odpadł więc jeden powód do płaczu 😉